Z nowym rokiem z politycznego niebytu wychynął stary znajomy premiera Donalda Tuska — Paweł Piskorski. Idąc w ślady rozmaitej maści jasno- i ciemnowidzów, snuje on na łamach dziennika „Polska The Times” prognozy dotyczące najbliższych miesięcy. Pan Piskorski na początek ostrzega, że sytuacja w kraju będzie się w najbliższym czasie pogarszać:
„To będzie rok, szczególnie w pierwszej połowie, zdominowany przez radosną propagandę rządu związaną z Euro 2012 i próbą odwrócenia dzięki niej uwagi od problemów. Niewątpliwie będą one narastały i to w różnych dziedzinach: od służby zdrowia do długu publicznego, który mimo żonglerki, którą uprawia minister finansów, będzie rósł, aż realnie pojawi się ryzyko przekroczenia konstytucyjnego progu 55 proc”.
Pomimo to, pozycja premiera pozostanie niezagrożona, jak na razie nie ma bowiem godnego sobie rywala, który mógłby mu zagrozić:
„I sądzę, że dopóki główna oś sporu w kraju będzie przebiegać między PO a PiS, to nikt nie będzie miał szans. Jarosław Kaczyński ma bowiem zasadniczą wadę: brak zdolności komunikacyjnej, którą z kolei do perfekcji ma doprowadzoną Tusk”.
Jedynowładztwu PO może zagrozić jedynie seria poważnych problemów, które jednocześnie spadłyby na rząd. W takiej sytuacji obecna forma gabinetu byłaby nie do utrzymania, prowadząc nawet do przyspieszonych wyborów:
„[Donald Tusk] pójdzie do tych wyborów z jakimś poważnym już, bo nie będzie wyjścia, reformatorskim pakietem, wiedząc, że nawet jeśli po wyborach pozycja jego i PO pogorszy się, to nadal to on utrzymywać będzie wyłączną zdolność koalicyjną. Do nowego parlamentu weszłyby bowiem pewnie te same siły co dziś, a Kaczyński nie ma żadnej zdolności koalicyjnej. Tusk zaś, nawet jeśli wprowadziłby już tylko połowę posłów, mógłby doprosić do koalicji Millera czy Palikota. I w odbiorze zewnętrznym byłoby to kolejne historyczne zwycięstwo Tuska. Znów miałby sukces”.
Podsumowując, w opinii Piskorskiego sytuacja gospodarcza nie będzie lepsza od obecnej (raczej będzie gorzej), rząd będzie zrzucał odpowiedzialność za własne nieudacznictwo i bałaganiarstwo na czynniki zewnętrzne (ogólnoświatowy kryzys, sytuacja wewnątrz Unii Europejskiej, etc.), PO czeka trudny politycznie czas, ale sam Donald Tusk pozostanie wciąż numerem 1 polskiej sceny politycznej. Nie zagrożą mu ani Kaczyński, ani Palikot czy Miller. Możliwe, że w 2012 roku dojdzie do przyspieszonych wyborów, które i tak wygra Platforma. Wśród tej czekającej nas burzy kryzysu gospodarczego okraszonego rodzimym bajzlem jako jedyny constans jawi się zatem trwanie PO u władzy.
Ile w tym prawdy, a ile myślenia życzeniowego? Poczekamy, zobaczymy…
P.S. Cały wywiad dostępny jest pod adresem: http://www.polskatimes.pl/artykul/489343,piskorski-tusk-na-czele-po-widzialby-kobiete-kopacz-lub,id,t.html .


Komentarze
Pokaż komentarze (10)