Lutosław Lutosław
613
BLOG

"GW" ad Hitlerum czyli idzie nacjonalizm

Lutosław Lutosław Polityka Obserwuj notkę 6

 „Wyborcza” trzyma (swój oczywiście) poziom. Jak na prawdziwą kuźnię dziennikarstwa przystało. Żeby dziś wieczorem nie było nudno, zaraz po wejściu na stronę wyborcza.pl po oczach bije tytuł: „Prof. Krzemiński: To idzie nacjonalizm!”. Termin nacjonalizm jako oczywiste zło wcielone ma wywołać u każdego oddanego czytelnika ślinotok, drgawki i apopleksję (nad wypracowaniem tego odruchu Pawłowa „GW” pracowała od wielu lat, nie ma się co dziwić, że są wyniki). Już jest źle, należy czuć się zaniepokojonym, więcej trzeba mówić głośno, że się czegoś lękamy (za pewnik należy przyjąć, że od jutra ruszy kolejna fala lękowych deklaracji na łamach tego i pokrewnych tytułów). Ale co gorsze, ów nacjonalizm się rusza! Tzn. idzie i to zapewne ku nam. Zgroza!

  Drżyj i patrzaj zatem człowiecze jak olbrzym nacjonalizmu ciężkimi buciorami miażdży świeżo zbudowane autostrady, jak roznosi wniwecz ukończone plany cyfryzacji szkół i urzędów, jak płoszy utrudzonych pracą nad lepszym jutrem ukochanej ojczyzny ministrów. Gdzie nie spojrzy, sieje nepotyzm i korupcję, gdzie nie ruszy rozwiewa gnijący odór, od którego znikają unijne dotacje, a murawa na boisku żółknie przez co już przecież otwarty stadion trzeba otworzyć raz jeszcze, a i władzuchna nie ma gdzie w gałę charatać…

Możnaby tę wyliczankę ciągnąc jeszcze długo, w końcu jeśli dla porf. Krzemińskiego i jego interlokutorki Agnieszki Kublika rzekomy „nacjonalizm” ma być lejtmotywem, czymś co najbardziej trapi Polaków, to cała reszta jest tylko nic nie znaczącym dodatkiem. Największym zagrożeniem dla Polski w tym momencie ma być nacjonalizm i basta! A jeśli fakty wskazują inaczej, cóż, tym gorzej dla nich.
 
W świecie wirtualnym istnieją pewne prawa i zasady, jednym z nich jest tzw. Prawo Godwina, które mówi, że „Wraz z trwaniem dyskusji w Internecie, prawdopodobieństwo przyrównania czegoś lub kogoś do nazizmu bądź Hitlera dąży do 1 (ang. „As an online discussion grows longer, the probability of a comparison involving Nazis or Hitler approaches 1.” Stąd ogólnie przyjęte jest, że „wątek, w którym w jednej z wypowiedzi pojawia się porównanie do nazizmu lub Hitlera reductio ad Hitlerum i argumentum ad Hitlerum, uważany jest za skończony, a ponadto uznaje się, że osoba, która użyła tego porównania, ‘przegrała’ dyskusję. Obecnie reguła ta rozciąga się na wszelkie inne internetowe sposoby wymiany zdań. W 2007 „The Economist” stwierdził, że „w większości dyskusji dobrą zasadą jest, że pierwsza osoba, która wyzwie drugą od nazistów, automatycznie przegrywa dyskusję” (wikipedia).
 
Profesor Krzemiński wieszczy: „Mamy do czynienia z kolejną falą bardzo dobrze przemyślanych, zgranych wystąpień i manifestacji antypaństwowych. To mi przypomina sytuację w weimarskich Niemczech. Republika Weimarska została obalona przez ruchy nacjonalistyczne. Kaczyńskiemu przy dużym udziale o. Rydzyka udało się skonstruować nowy ruch narodowy o cechach nacjonalistycznych”.  Okazuje się więc, że argumenty ad Hitlerum rugowane są z sieci, ale cieszą się pełnym uznaniem stylu dziennikarstwa z ul. Czerskiej. A mówią, że Internet to ściek…
Lutosław
O mnie Lutosław

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka