Przed pogrzebem Jerzego Stuhra w prasie i internecie ukazał się jego nekrolog. Opisano w nim zmarłego następującą tytulaturą: "Aktor, reżyser, nauczyciel, rektor, społecznik, inteligent, syn mitteleuropy". Kontrowersje wzbudziło to ostatnie określenie.
Autorzy nekrologu zapewne inspirowali się słowami zmarłego aktora wypowiedzianymi kilka lat temu: Uspokoiłem się dopiero wtedy, gdy dotarłem do zjawiska, które nazywa się Mitteleuropa. Powiem coś, co nie jest może popularne, ale ja bardziej czuję się Mitteleuropejczykiem niż Polakiem. Polakiem czuję się głównie przez język, i nie chodzi tylko o mowę, ale o zanurzenie w literaturze, studiowanie języka, o myślenie w nim.
Problem leży w tym, że słowo Mitteleuropa ma kilka znaczeń. Najczęściej jest kojarzone z niemiecką koncepcją z czasów I wojny światowej polegającą na stworzeniu w środkowej Europie pasa państewek zależnych od Niemiec. Gdyby faktycznie Stuhr tak rozumiał Mitteleuropę, dyskomfort patriotów byłby zrozumiały. Jednak chyba rozumiał ją inaczej. Wiele lat przed I wojną Mitteleuropą zwano kraje habsburskie czyli Austro-Węgry z przyległościami i z kontekstu w noszę, że o takiej właśnie myślał Stuhr. Wreszcie Mitteleuropa to prostu Europa Środkowa.
Nie byłoby kontrowersji, gdyby użyto słowa polskiego, a nie niemieckiego. Czy takie słowo istnieje? Chyba nie, a mówienie dwoma słowami Europa środkowa jest nieco niezręczne.
Trzeba więc takie słowo wymyślić, co niniejszym czynię. Proponuję słowo Śródeuropie.
Zapewne dołączy ono do przedpoznania (pregognicji) i przysłńca (parasola), czyli słów, które wymyśliłem, a których nikt nie używa, nawet ja.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)