5 obserwujących
112 notek
78k odsłon
2862 odsłony

Lumpeninteligencja rules

Wykop Skomentuj140

Obrazowanszczina to po polsku ( w zależności od tłumacza) "wykształciuchy" lub "wykształceńcy". Dla Sołżenicyna, twórcy tego pojęcia, oznaczało warstwę ludzi, którzy dzięki władzy komunistycznej zastąpili rosyjską inteligencję, choć z uwagi na swój deficyt kulturowy, moralny oraz intelektualny, w żadnym razie do rangi inteligencji nie należeli. Jedynym, w dodatku czysto formalnym, kryterium przynależności do inteligencji, był dyplom ukończenia wyższej uczelni.

Nie wiem, czy bardziej wstydzimy się, czy bardziej łudzimy, że plaga wykształciuchów nas nie dotyczy i dlatego termin ten nie funkcjonuje w publicznym dyskursie. A powinien. Przecież po fizycznej zagładzie polskiej inteligencji w czasie II WŚ, ogromnej emigracji części ocalałych, oraz komunistycznych represjach po wojnie, polska inteligencja jako grupa społecznie istotna, przestała de facto istnieć. Kto ją zastąpił? Nikt inny, jak nasi,  "wykształceńcy". Jak tworzyła się ta grupa, najlepiej oddaje życiorys jednego z sędziów SN. Tata w UB, mama w MO. Syn współpracuje z WSW. Kończy studia prawnicze i później trafia a jakże, do SN. Formalnie, według standardów PRL, jest inteligentem jak się patrzy. A z legitymacją PZPR w kieszeni i "świetnym" pochodzeniem, szybko trafia do elity prawniczej, czyli inteligenckiej elity. I nie jest to żadna karykatura, tylko typowa ścieżka awansu w PRL. Tak było. 

A co się zmieniło w tej dziedzinie, po 1989 roku?  Otóż, bardzo niewiele. Sztafeta pokoleń wykształciuchów biegnie nadal i ma się - dla przykładu w Warszawie - wyśmienicie. Dzieci pierworodnych wykształciuchów rządzą na uczelniach, w sądach i palestrze. Brylują w mediach i kulturze. Ich ścieżki awansu pozostały bez zmian, choć dziś legitymacja partyjna nie ma już swego czaru. Pozostała jednak tożsamość grupowa i typowe dla tej sitwy, poczucie wspólnego interesu: obrony życiorysów ich antenatów oraz przynależność do towarzystwa, które dzierży władzę. A przecież ich pozycja społeczna zależy wprost od władzy, wpierw tej, która tę pozycję im nadała a później tej, która pozwoliła ją utrzymać. 

Nie przepadam za określeniem "wykształciuch".  Nie brzmi dla mnie dobrze. Wolę na własny użytek słowo: lumpeninteligencja. Oznacza prawie to samo zjawisko, choć dziś, gdy wykształciuchów z pierwszego zaciągu jest już coraz mniej, a z racji swego wieku zajmują już coraz mniej istotnych stanowisk, na pierwszy plan wysunęły się ich dzieci a nawet wnuki. Zmienił się więc nieco "etos" obecnej lumpeninteligencji. Nie należy już do niej wierność ZSRR, ani PZPR. Marksizm-leninizm też już wyszedł z użycia, zastąpiony szkoła frankfurcką. Deficyt kulturowy, moralny oraz intelektualny, odziedziczony po rodzicach pozostał.

Co by tu na to, proszę państwa zrobić?  Ano, nie pozostaje nic innego, jak tylko zacząć tworzyć, a raczej odtwarzać, zatraconą prawie całkowicie, rzeczywistą polską inteligencję. To długi i trudny proces. Musi się zacząć od szkół i uniwersytetów. Musi zmienić oblicze mediów i instytucji kultury narodowej. Musi też objąć moralne rygory życia publicznego i naszego powszedniego bytowania. Jak nie podejmiemy tego wysiłku, to nadal grozić nam będą rządy lumpeninteligencji. A to oznacza dla naszych dzieci poziom kultury wyznaczany przez ordynarnych matołów - z profesorskimi tytułami.





Wykop Skomentuj140
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo