Tomasz Lis ogłosił bunt. Może nie bezpośrednio, ale za pomocą pytania. I to nie wcale nie retorycznego.
W reklamówkach programu Tomasz Lis Na Żywo autor patrząc głęboko w oczy widza pytał, dramatycznym tonem: czy w polskich więzieniach wybuchnie bunt? Odpowiedzi na to pytanie szukał w gronie specjalistów. A byli to eksperci od więziennictwa, że o lepszych w kraju trudno. Casting wygrali: Paweł Moczydłowski, Beata Kempa, Marian Cichosz. Brakowało tylko popcornu.
Od kobiety zacznę, bo wypada. Beata Kempa magister administracji, była wiceminister sprawiedliwości w poprzednim rządzie. Wśród więzienników wsławiła się tym, że ze swojego urzędu zrobiła objazdowe kino. Po zakładach karnych. Objeżdżała, mlaskała z zachwytem, obiecywała na koniec i znikała. Jej ulubionym powiedzonkiem było – uchybień nie stwierdzam. Nawet wtedy, jak sfrustrowany funkcjonariusz zastrzelił trzech innych funkcjonariuszy. Zawsze było ok. Bez uwag. Niby próbowała coś zdziałać, ale wyszło jak zwykle.
Drugim specjalistą był Paweł Moczydłowski. Niekwestionowany, w swoim mniemaniu, guru polskiej penitencjarystyki. Wybitny ekspert od więziennego drugiego życia tzw. „grypsery”. Tylko, że tej sprzed 30 lat. Ale to nic. Dla niego świat się nie zmienia. Do dziś nazywa dyrektorów więzień naczelnikami. Ckni się widać chłopu do tamtych czasów o których coś wiedział. O dzisiejszym wychowawcy więziennym napuszony Moczydłowski powiedział, że ten wchodzi do celi skazanych i ryczy: Co jest!!!
Najwyższy rangą ekspert, to obecny wiceminister sprawiedliwości Marian Cichosz. Mówił cicho i niepewnie. Wykładnia prawa penitencjarnego, którą zaprezentował powala na kolana. Dokonał otóż publicznie niesamowitego odkrycia, że w 1998 roku obowiązywał kodeks karny wykonawczy z 1997 roku. Niewiarygodne! Gdyby chociaż stwierdził, że było odwrotnie, to zrewolucjonizowałby fundamenty współczesnego prawa dodając regułę, że prawo nie tylko nie działa wstecz, ale także i w przyszłości. Ostatni gość Lisa jest Cyganem. Na temat więziennictwa miał dokładnie tyle samo do powiedzenia co Lis, czyli nic.
W takim oto gronie zmarszczonych czół dyskutowano o kondycji polskiego więziennictwa. Z chaotycznej dyskusji można było zapamiętać, że zakłady karne to nieudolne oczyszczalnie ścieków, gdzie wóda leje się strumieniami, a zatrudnienie znaleźli handlarze narkotyków i dealerzy telefonów komórkowych (Moczydłowski). Najwięcej dla więziennictwa zrobił PiS (Kempa). Żeby zbadać więźnia potrzeba, aż dwóch lekarzy (Cichosz). Przedstawiciel romskiej mniejszości stwierdził merytorycznie, że jak był dzieckiem, to go policja z domu zabrała.
Do programu o kondycji polskiego więziennictwa nie zaproszony został ani jeden więziennik! Nie zaproszono także nikogo ze świeżym punktem widzenia. Bo tak naprawdę Lisowi nie chodziło o odpowiedź na pytania, które stawiał. Prześliznął się po temacie inkasując kolejną kasę z abonamentu płaconego również funkcjonariuszy Służby Więziennej.
Tymczasem wokół problemu stanu polskiego więziennictwa w ciągu kilku ostatnich dni, narosło wiele niedomówień i nieporozumień. Powstało wiele sprzecznych poglądów, pojęć i ocen. Najwięcej zła wyrządziły opinie osób, których wiedza na temat więziennictwa jest miałka lub nieaktualna. Zastanawia i zadziwia w tym wszystkim jedno. Dlaczego na temat swoich spraw nie rozmawiają sami więziennicy? Dlaczego nikt nie zapyta wprost ludzi, na co dzień tyrających w więziennej rzeczywistości, jaka jest prawda o ich służbie? Ale tych, zwykłych klawiszy, którzy przez całą dobę stawiają czoła bandyckiemu rzemiosłu. Dlaczego? Ponieważ na więziennej szachownicy, zamiast pionków wież i koników ustawieni są sami królowie. Pionki przecież nigdy się nie liczyły. Chociaż są duszą tej gry.
Wbrew pozorom więziennicy powinni chwalić T.Lisa. I mieć nadzieję na to, że jego proroctwo buntu skazanych się spełni. O godne traktowanie funkcjonariuszy więziennictwa upomną się nie politycy. Upomną się więźniowie. Na nich można liczyć. Bo oni nie płacą abonamentu telewizyjnego Lisowi.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)