Pytanie o zdrowie Prezydenta Kaczyńskiego należy skierować w pierwszej kolejności do dentysty.
Kiedy stanąłem przed lustrem i zacząłem szukać językiem brakującej szóstki zauważyłem, że mój wyraz twarzy upodabnia się do grymasu, jaki pojawia się, raz po raz, na ustach Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Spróbowałem z drugiej strony żuchwy. To samo! Poszedłem dalej i chciałem mlasnąć bez otwierania ust. A to już wyższa szkoła jazdy. Musiałbym potrenować, aby uzyskać taki wyraz otworu gębowego, jaki pojawia się na twarzy Prezydenta, kiedy myśli. A tak ogólnie to dobrze się czuję i nawet wyjątkowo wczoraj nie piłem.
Tocząca się od jakiegoś już czasu dyskusja na temat stanu zdrowia Lecha Kaczyńskiego przeszła z fazy ostrej w chroniczną. Na remisję szansy na razie nie widać. Główny diagnostyk Prezydenckiego ciała Janusz Palikot podejrzewał, i dalej od czasu do czasu przebąkuje, coś o rzekomym alkoholizmie Prezydenta. Facet, który wódę produkuje i nieźle z niej żyje! Przestań pan rozlewać gorzałę, to i Prezydent będzie miał mniej pokus.
Prezydenckiej doczesnej abstynencji broni natomiast poseł Cymański, którego syn, w policyjny alkomat wydmuchał 0,7 promila wiadomo czego. Niewiarygodność Cymańskiego w tym przypadku nie polega na jego niewydolności wychowawczej. Jego porażką jest to, że jako magister-inżynier od ekonomiki transportu lądowego nie przekonał syna, że jazda na podwójnym gazie nie opłaca się po prostu.
Szukałem najpierw w wyobraźni, a potem już u fachowców wyjaśnienia takiego stanu rzeczy. I znalazłem. U zaprzyjaźnionego psychiatry. Do obydwu tych panów pasuje mi jak ulał pewne pojęcie z zakresu psychiatrii właśnie. Jest nim osobowość mnoga. Zaburzenie polegające na występowaniu przynajmniej dwóch osobowości u jednej osoby. Najgorsze jest to, że zazwyczaj poszczególne osobowości nie wiedzą o istnieniu pozostałych. Ło Jezu… To jeden Palikot, jeszcze nie uczesany, dzwoni do gorzelni i pogania roboli do większej wydajności, a drugi już uczesany, w wesołym krawacie, śledzi prezydenckie gardło? Jeden z Cymańskich, ten polityk miłości, mówi: „Wszyscy dzieci kochamy. Ja bym chciał wyrazić jedną wielką nadzieję, że będzie jeden potężny obszar opieki socjalnej, zapewnienie dzieciom pożywienia, ubrania, domu, dojazdu do szkoły, książek.” A drugi dwie minuty później dodaje: „rodzic ma prawo kark naginać za młodu, właśnie kark naginać...” A ten pierwszy tego drugiego nie słucha i w codzienności działania jego rad nie zastosował. Panowie Cymańscy i Palikotowie ja was się po prostu bać zaczynam!
Media podniecają się wczorajszym opuszczeniem przez Cymańskiego telewizyjnego studia w trakcie trwania programu. Podobno, to pierwszy taki numer od 10 lat. Ten prostacki gest Cymański wykonał na znak protestu, ponieważ w publicznie wyrażonych przez posła Palikota przeprosinach Lecha Kaczyńskiego, nie dostrzegł wystarczającej żarliwości. Jednocześnie nie protestuje kiedy jeden z jego ideologicznych towarzyszy żarliwy monsignore Jankowski promuje i sprzedaje ohydnego bełta. I to w dodatku produkowanego w Australii. Taki z niego patriota jest. Osobowość mnoga? Jak w mordę strzelił.
Nie jestem nawet cieniem rosyjskiego hipnotyzera Kaszpirowskiego. Ale obiecałem sobie, że zasiądę przed telewizorem zawsze wtedy, kiedy w studiu będzie pojawiał się złotousty Cymański.
I będę liczył: adin, dwa, tri. Wychodź Ty…



Komentarze
Pokaż komentarze (10)