Herian Herian
31
BLOG

Płaczący balon

Herian Herian Polityka Obserwuj notkę 10

Choć nie cenię zbytnio poglądów Ludwika Dorna, to szczerze przyznaję, że Dorn ma klasę. Trzyma fason skubaniec. Wyznaczył sobie drogę i nią konsekwentnie podąża, też miałbym za nic przestrogę chorego Kwaśniewskiego. Ludwik Dorn od dawna nie jest już twarzą PIS i przypuszczam, że nawet gdyby Kaczyński ponownie chciał go przytulić oparł by się skutecznie zalotom wodza. Bo Dorn już Kaczyńskiego nie potrzebuje. Wcześniej lub później i tak się politycznie uwłaszczy. Przedstawia bowiem atuty, które dla Kaczyńskiego są nieosiągalne: świeżość prawicowych poglądów, polityczną logikę, nieudawane zatroskanie o sprawy, swojej jeszcze, formacji. Nabył także ostatnio cechę, którą z kolei u polityków cenię najbardziej, a mianowicie zdolność do spokojnej polemiki ze stanowczą jednak, obroną swojego punktu widzenia. W tym przypadku polityczna ławka rezerwowych na której już wprawdzie końcu, ale jeszcze siedzi wyszła mu tylko na dobre. Odizolowany od przegrywającej drużyny ma możliwość spojrzenia z innej perspektywy na jej taktyczne założenia. Klasę swoją natomiast pokazał wyraziście, kiedy zdał sobie sprawę i to publicznie w sposób oczywisty ogłasza, że dla swojego dobra nigdy nie będzie kelnerem Jarosława Kaczyńskiego.

Kazimierz Marcinkiewicz do takiego wniosku nie doszedł w porę i teraz płacze. Kelnerował Kaczyńskiemu od zawsze. Był dla niego także takim balonem próbnym, wypuszczonym przez prezesa i obserwowanym. Pozwalano mu na wiele, a on skrzętnie z tego korzystał, zachłyśnięty popularnością wśród ludu. A lud cieszył się bo liczył na to, że uśmiechnięty premier jest nadzieją i gwarantem pozytywnych zmian. Chociaż każdy te zmiany rozumiał inaczej, co pokazały później protesty górników, lekarzy, portowców.

Kiedy w pragmatycznym Kaczyńskim obudziło się ludzkie uczucie zazdrości i uznał także, że balon dostarczył mu wystarczających już informacji o publicznym sposobie sprawowania władzy w charakterze premiera, to go przebił, osobiście zajmując jego miejsce. Złamał tym samym publicznie dane słowo, że jego i brata razem nie zobaczymy jednocześnie na najwyższych urzędach w IV RP. Po niedługim czasie Marcinkiewicz został ponownie nadmuchany. Jarosław Kaczyński chciał tym razem wysondować i ustalić pozycję PIS w Warszawie. Bezrefleksyjny Kazimierz był znowu do usług.  

Pozostawiony samemu sobie przybrał pozę eksperta-zarozumialca. Co jakiś czas odzywa się z gotowymi receptami na różnego rodzaju awarie. I udaje zdziwionego: „Kto mógł przypuszczać, że Prawo i Sprawiedliwość, partia która wynegocjowała taki właśnie kształt Traktatu nie będzie chciała go ratyfikować? Obłęd” – pisze w swoim blogu z Londynu. I mówi to były premier, ówczesny lider tej partii. Obłuda?

Łez Marcinkiewicza nie widać, bo je połyka. Nie chce oddać zabawki, którą dostał na pocieszenie, ale w pakiecie razem z kopem z rządu i partii. Zapowiada, że zostanie w Londynie, nawet jeśli prezes NBP zablokuje jego ponowne powołanie na stanowisko dyrektora w EBOR. Obłuda?

W Polsce natomiast założył Szkołę Politycznych Liderów. Dobrze, że chociaż zgodził się na wykładanie w jej londyńskiej filii wiceprzewodniczący Międzynarodówki Socjalistycznej- Tony Blair. W przeciwieństwie do założyciela, jemu studenci powinni uwierzyć na czym polega bycie liderem.

Marcinkiewicz miał szansę na uratowanie swojego politycznego życia. Ale jej nie wykorzystał. Wzór miał gotowy. Wystarczyło tylko spojrzeć. Ludwik Dorn był niedaleko przecież.

 

Herian
O mnie Herian

WAU_tab('d5grk38p8d45', 'right-upper')

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka