Dobra telewizja potrzebuje uznania za swoje trwałych tradycji i zarazem dostrzegania nowych, kreatywnych perspektyw rozwoju ludzi i ich kultury. To pewnik. Przynajmniej dla mnie.
Telewizja misyjna, jeżeli ma autentycznie służyć współczesnemu człowiekowi, powinna poszukiwać takich strategii, które zdolne będą wyzwalać u widzów chęć budowy prawdziwej kultury -w konkretnych jednostkach, jak i w całym społeczeństwie, bo pełny rozwój kultury, to wyznacznik społeczeństw rozwiniętych. Dlatego tak ważne jest, kto i jaką kulturę propaguje, zwłaszcza wtedy, gdy ma w ręku potężne narzędzie do jej rozpowszechniania, jakim jest telewizja. Ważne jest także, kto jest odbiorcą kulturowych treści.
Posiłkując się chociażby weberowską definicją kultury odnotować należy, że kultura powinna być działalnością artystyczną, zawierać idee nowego kształtu świata, obejmować także religię. W telewizji polskiej rolę krzewiciela wartości kulturowy spełnia jej pasmo nazwane jednoznacznie: TVP Kultura. Gdyby pokusić się o pobieżną analizę chociażby dzisiejszych propozycji programowych, można być zadowolonym. "Król tenorów Luciano Pavarotti", "Niedziela z poezją", "Tadeusz Rożewicz - Cztery wiersze i jeden poemat", "Wojaczek", "Rękopis znaleziony w Sarragosie" – to wybrane smakołyki z menu TVP Kultury na niedzielę. Jestem więc przekonany, że słowa K.Kłopotowskiego parafrazujące wypowiedź prezesa Urbańskiego mają umocowanie w rzeczywistości: „Prezes zapewne chciał powiedzieć, że w ofercie Telewizji Polskiej każdy widz znajdzie przynajmniej parę pozycji dziennie dla siebie.”
Dziwi mnie natomiast wołanie Kłopotowskiego i Pawlickiego o obronę poziomu i jakości telewizyjnego formatu. Pawlicki pisze w komentarzu do swojej notatki: „(…) misja to poziom. Merytoryczny, artystyczny i etyczny. Poziom, nic więcej. Żebyśmy byli lepsi. Choć trochę.” Kłopotowski mu odpowiada: „Masz rację, że także rozrywka na wysokim poziomie może być "misyjna" jako zachęta do doskonałości przez wzruszenie i zachwyt.”
Ja osobiście wszystkie te postulowane przez wyżej wymienionych cechy telewizji kulturotwórczej odnajduję w ramówce TVP Kultura. Wzruszam się jak śpiewa Pawarotti, zachwycam się poezją Różewicza i Wojaczka. Tego mi właśnie trzeba dla zaspokojenia swoich codziennych, wysublimowanych kulturalnych potrzeb. I nie potrzebuję jednocześnie doświadczać przeżywania kulturowych treści na kolanach i wymagać, jak chce Kłopotowski „od ludzi TVP pewnego heroizmu, żeby trzymać wysoki poziom na przekór przyzwoleniu na bylejakość”. Aktualni animatorzy kultury w TVP spełniają właśnie, na co dzień, moje oczekiwania.
Więc o co w tym wszystkim chodzi? Chodzi o to, że wpisując w telewizyjną wyszukiwarkę - (http://www.tvp.pl/szukaj?query=pawlicki&scope=tvp&sort_by=1&sort_direction=2&b1=TVP&b2=iTVP&cmd=Szukaj) - słowo Pawlicki wyświetla się informacja z 29.04.2004 r., że ów kandyduje na stanowisko Dyrektora TVP1, tak jak w lipcu 2006 roku kandydatem na szefa telewizyjnej dwójki był Krzysztof Kłopotowski.
Dlatego też proponuję spojrzeć na podniosłe wręcz sakralne zawołania piewców kultury w jej telewizyjnym wydaniu z drugiej strony. Przyjmuję bowiem, że ta druga strona w tym przypadku istnieje i wyzwala we mnie odczucia ambiwalentne – niestety, negatywne też, ale nie wrogie. Bo gdyby kultura posiadała tylko tę jedną niekomercyjną stronę, nie ujawniałyby się takie autokreacyjno-apologetyczne deklaracje, ofiarowania swoich osobowości, jako jedynie słusznych. Fundamentalne cnoty propagatora kultury nie są zarezerwowane dla wybranych.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)