Święto 1 Maja wspominam, jako święto proletariatu. Proletariatu w Polsce już nie ma. I dlatego dla mnie świętem jest 2 maja, bo właśnie wtedy wpływa na moje konto kasa za przepracowany miesiąc.
Nie rezygnujmy jednak z tego święta. Dzisiaj ludzie są po prostu szczęśliwi, że mają dzień wolny. Moja sąsiadka z naprzeciwka wywiesiła flagę i malowała balkon. Na co dzień jest kasjerką w hipermarkecie i w święto pracy zamierzała pewnie odrobić domowe zaległości. Pracowała więc.
Jakoś w ten dzień politycy są mało aktywni. Na prawicy świętują, chociaż to święto zanegowali. Lider lewicy nie świętuje, choć powinien. Ogłasza, że nie da się prawicy i lewicę będzie budował na dwóch filarach: SLD i OPZZ. Ale Napieralski nie jest pracownikiem najemnym pustej, archaicznej dla mnie, lewicowej ideologii, jak Olejniczak. On, choćby na fundamentach lewicowego gadania, próbuje być wyrazisty. Na nic jednak zdadzą się, te teatralne gesty: „To dzięki nam Polska jest w UE i w gronie państw rozwijających się.” Komunistyczna zarozumiałość? Jeszcze jaka. Ja też potrafię podobne teksty wygłaszać. A ponieważ, według Napieralskiego: „Sojusz powinien przede wszystkim zająć się walką o równe szanse dla wszystkich Polaków” - to może ja zostanę szefem tej partii?
Nawet kiedyś zapytałem o to Panią, która zamiata i myje, także moją, klatkę schodową. Odpowiedziała rozsądnie, za co jej dziękuję: „Polityczny wir zniszczy każdego człowieka. Jeżeli czujesz się uczciwy nie możesz iść do polityki.” Paradoks?
Pozostaję więc przy swoim. Niech się święci 2 Maja! Moje pieniądze bez polityki. Dla mnie są ważne. Tylko szkoda mi tych orkiestr górniczych, które w radosnym zadęciu idą ulicami i niosą radość. Dla proletariatu. Którego już nie ma.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)