Herian Herian
28
BLOG

Więzienie w każdym domu

Herian Herian Polityka Obserwuj notkę 1

Utrzymanie więźnia w systemie dozoru elektronicznego będzie tańsze niż w tradycyjnym zakładzie penitencjarnym podniecają się ministerialni zwolennicy tego eksperymentu na ludziach. Obecnie koszt utrzymania jednego więźnia waha się od 1.500 zł do 2000 zł miesięcznie i jest w całości ponoszony przez podatników. Z pobieżnych rachunków resortu sprawiedliwości wynika, że na utrzymanie więźnia z elektroniczną ozdobą wyda się około 500 zł. Szkoda tylko, że na tej różnicy nie zarobi państwo. A zwłaszcza jego wierni funkcjonariusze.

Jeszcze w listopadzie 2006 roku było pewne, że systemem elektronicznego nadzorowania więźniów zajmie się firma państwowa. Buchalteria wskazała, że w wydaniu państwowym, to koszt około 45 milionów. Prywatna firma zgarnęłaby kasę o 9 milionów większą. W dniu wczorajszym wiceminister sprawiedliwości, Łukasz Rędziniak oświadczył, iż wyklucza, aby elektronicznymi kajdanami zajmowała się firma państwowa np. Służba Więzienna. Co się zmieniło przez niespełna dwa lata? Zmienił się rząd.

„Po pierwsze, prywatnie będzie taniej, a po drugie, może uda się dotrzymać ciągle odkładanego terminu uruchomienia systemu. Nie mamy funkcjonariuszy, samochodów, infrastruktury. Musielibyśmy to wszystko zrobić, kupić i zatrudnić ludzi" -  tłumaczy publicznie. A dla mnie łże. W biały dzień i w żywe oczy.

System ma działać tak. Elektroniczny pastuch w postaci bransoletki ma być umieszczany na dłoni lub nodze przestępcy. W jego mieszkaniu działać będzie urządzenie monitorujące jego aktualną pozycję i wysyłające komunikat do odbiornika, gdzieś tam zainstalowanego. Wyznaczone zostaną strefa, w której dozorowany może się poruszać oraz czas przebywania poza więziennym domem. Proste? Nie bardzo.

Elektronicznym dozorem mają być objęci wyłącznie więźniowie pierwszy raz karani, wobec których orzeczono karę do 6 miesięcy pozbawienia wolności. Jeżeli człowiek, który przed obliczem temidy staje po raz pierwszy i otrzymuje karę do 6 miesięcy pozbawienia wolności to sąd, z reguły, jej wykonanie zawiesza. Kiedy popełni w okresie próby kolejne przestępstwo sąd odwiesza mu dotychczas wiszącą nad nim karę i „dolewa” do niej kolejną. Ale wówczas trudno mówić o tym kimś, że był tylko jeden raz karany i na bransoletę się nie załapie.

Hipotetyczny „elektroniczny przestępca”, to drobny złodziej, drobny oszust, pijany „kolarz”, lub „metalurg”, który pomylił gatunek odzyskiwanego żelastwa. Jeżeli jest to osoba dodatkowo uzależniona od alkoholu, to rodzinne więzienie rozszerzy się także na jego współdomowników. Elektroniczna bransoleta nie powiadomi o tym, że pijany złoczyńca znęca się nad swoją rodziną, a zastraszona żona też tego nie zrobi. A koszty społeczne trudno jest przeliczyć na ich ekonomiczne odpowiedniki.

Uśmiechnięty wiceminister sprawiedliwości zakłada także chyba, że wszyscy elektroniczni podsądni, będą pochodzić z jednego miasta. Nie wyobrażam sobie bowiem, żeby prywatna firma ochroniarska była w stanie rozbudować swoją infrastrukturę, tak aby skutecznie opleść nią całą Polskę. Tymczasem Służba więzienna dysponuje ponad 140 jednostkami penitencjarnymi, czyli  jest ich kilkadziesiąt w każdym województwie i przynajmniej po jednej w większym powiecie. Zaś 3000 mniej przestępców w więzieniach, to co najmniej 300 wolnych i gotowych do pracy funkcjonariuszy tej służby. Bo skoro, aktualnie, pojedynczy funkcjonariusz SW potrafi sobie poradzić i upilnować ponad setkę przestępców w wersji live, to dziecinną igraszką byłoby dla niego dozorowanie ich radarowych punkcików.

Zastanawiam się dlaczego mając do dyspozycji Służbę Więzienną, organizacją formalną, zinstytucjonalizowaną, posiadającą, to czego przez lata nie dorobią się firmy prywatne, a mianowicie wyszkolonych, dyspozycyjnych fachowców, którzy złożyli przysięgę na wierność państwu, słowem pewną kulturę organizacyjną – wiceminister jednoznacznie zagradza jej drogę do misji, do której została powołana? W kontrze jej stawiając, tak naprawdę nie wiadomo co: armię emerytów śledzących przed monitorami?

Bo SW jest biedna. Prywatne firmy mają mocny argument. Mają bowiem pieniądze, które posłużą im do zarobienia kolejnych. I mogą się nimi podzielić, jak zajdzie taka potrzeba. Żartowałem oczywiście. Chociaż, to tak naprawdę nie wierzę, że w Polsce istnieje legalna firma ochroniarska dysponująca, ot tak, na szybko 50 milionami złotych do zainwestowania.

Ale biznes to biznes w którym nic zmarnować się nie powinno. Jeżeli zabrakłoby chętnych do noszenia tych elektronicznych ozdób, ich nadmiar łatwo będzie zagospodarować i rozszerzyć katalog osób nimi skutych. W przyszłości w bransoletach chodzić mogą np. ludzie źle wypełniający PIT -  dopóki nie naniosą poprawek, upierdliwi petenci urzędów, których elektroniczne echo będzie ostrzegać urzędasów przed niebezpieczeństwem. A jeżeli takie urządzenia doposaży się np. w aparat EKG, to dyspozytorka pogotowia będzie miała pewność, że karetki już wysyłać nie potrzeba i sama zawiadomi księdza.

 

Herian
O mnie Herian

WAU_tab('d5grk38p8d45', 'right-upper')

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka