Herian Herian
28
BLOG

Przepaść

Herian Herian Polityka Obserwuj notkę 6

Kiedy patrzę na starszą kobietę sprzedającą na rogu ziemniaki już wiem. Na pewno. Przepaść dzieląca polityków i zwykłych ludzi jest przeogromna. I nawet niech nikt nie udaje, że chce zbudować pomost nad tą przepaścią. Pomiędzy ludźmi, a Wielkimi Politykami.

 

Starsza kobieta sprzedająca kartofle jest urocza. Ma koło siebie rówieśniczkę wagę, taką z dwoma talerzykami. Jeden zachował się oryginalny. Drugi musi być chyba nieco lżejszy bo obciążyła go kamykiem. Ma także małe radio tranzystorowe, z tych nowszych.  

Kiedyś przypatrywałem się jej z okna, jak zajmuje swój plac. Idzie sobie spokojnie, dostojnie nawet, i targa zawsze: składane krzesełko pod pachą i dwa wiadra kartofli. Zostawia to wszystko bezpańsko i wraca po wagę. Potem wyjmuje ją z parcianego worka, układa pieczołowicie i delikatnie, jakby to jej największy skarb był. Szczególną uwagę zwraca, aby waga stała prosto, dlatego poprawia ją kilka razy. Jak się już usadowi na swoim krzesełku, sięga do kieszeni fartucha wyciąga kamyk i włącza radyjko. Siedzi tak sobie godzinami. Słucha i patrzy na ludzi. Kiedy sprzeda wszystkie kartofle, tak gdzieś koło dwunastej, żegna się znakiem krzyża i idzie do kiosku po gazetę. Usiądzie jeszcze chwilę potem, z pustymi wiadrami, i czyta, czyta, czyta…

Celuję zawsze tak, aby być jej ostatnim klientem. Z wyrachowania. Bardzo lubię patrzeć jak się uśmiecha. Pozbywa się ostatnich kartofli i zaraz będzie mogła mieć to, na co zarabia. Na świat, który codziennie sobie kupuje. Wielki Świat.

Z Panią sprzedającą kartofle zawsze można się potargować. O pięć, dziesięć groszy. Patrzy wtedy prosto w oczy i wie, że nie potrzebuję codziennie kilograma ziemniaków. Czuje moją nieszczerość. Ja jednak nie mogę się powstrzymać, aby zapewnić jej radość. Wiemy to i ona i ja. Ja jestem bogatszy. Materialnie niestety. Ale ja wiem, że sponsoruję mądrość i autentyczność. I dobrze mi z tym.

Zagadnięta sąsiadka powiedziała, że Pani była nauczycielką w pegieerowskiej szkole. Jak polskie kołchozy padły, to: „musiała wziąć się do prawdziwej roboty, a nie inteligentkę zgrywać”. Szło jej źle, bo postawiła na kartofle. Pole nimi obsiała, wychodząc z założenia, że co jak co, ale kartofle zawsze się sprzedadzą. Całe szczęście, że po niemiecku nie umie, pomyślałem. Jeszcze by się teraz obawiała czy sprzedaż kartofli jest politycznie prawidłowa.

Nie wytrzymałem kiedyś i zapytałem wprost: starcza Pani na życie? Nie odpowiedziała sloganem: „za dużo żeby umrzeć, za mało, żeby żyć”. Powiedziała tak: „Wiesz harcerką byłam. Honor i takie tam sprawy”. I kontynuowała, bo wiedziała, że czekam. Jak pragnęła by odrodziła się jej Polska, jej życie. Bez określnika: socjalistyczna, komunistyczna, kapitalistyczna, polityczna, europejska – jakakolwiek. Bez żadnych numerów I, II, III czy IV. Ale jej. Nie miała przy tym miny i zacięcia zawodowej przekupki, która żyje z tego co sprzeda. Nie właziła z fałszywym uśmiechem mnie, „sponsorowi do d… „. Nie była żenująca, jak politycy.

Jak już opowiedziała swój żywot, tak zakończyła: „Nie wiem w ogóle dlaczego ja Ci to wszystko mówię? Więź przyjacielska jednak jakaś między nami? Bo wiesz politycy, ci z drugiej strony przepaści, w chwili jak się tam dostają zapominają o rzeczywistości. A przecież nie są królami z błękitną krwią, którym władza przysługuje z nadania. Jak się tylko do polityki dostaną zapominają o nas-ludziach.”

Smutno mi. A może to tylko, po prostu, lęk przez starością? Chociaż to ostatnie na pewno... W moim kraju zwłaszcza. Płaczę.

Herian
O mnie Herian

WAU_tab('d5grk38p8d45', 'right-upper')

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka