Wśród biurokratycznych absurdów wygrał ten najstarszy z pochodzenia. Niektórzy pewnie pamiętają chroniczny brak kierowców w wielkich, jak na warunki polskie, aglomeracjach: warszawskiej, katowickiej, łódzkiej. Ogłoszenia w ogólnopolskiej prasie wabiły samymi korzyściami: w dwa miesiące zostaniesz kierowcą autobusu, a do tego otrzymasz miejsce w hotelu robotniczym. Co by nie mówić lepszy hotel warszawski od tego w Hucie Katowice.
Współcześnie jednak najważniejsze znaczenie ma absurd trzeci. Jego waga jest tak ogromna, że gdyby rzeczywiście wprowadzić go w życie i przestrzegać leżymy wszyscy. Sąd Najwyższy postanowił oto pod sygnaturą IV KK 174/07, że każda strona internetowa, która jest aktualizowana częściej, niż raz w roku, powinna być ona zarejestrowana w sądzie. Sygnatura tej sprawy wyjaśnia oczywistą oczywistość, kto w momencie wydania postanowienia sprawował w Polsce władzę. Kaczyńscy mieli jeszcze w planach monitorowanie poczty internetowej, a nawet jej odpłatność. Wiadomości miały być przechowywane na specjalnych serwerach przez cztery lata.
Trudno orzec, jakie ma źródła ta zadziwiająca niechęć i wroga, zaryzykuję stwierdzenie, obsesja J.Kaczyńskiego do nowych technologii. Konserwatywny ideologizm? Wiara w „szkiełko i oko”? (tu przesadziłem przyznaję – J.Kaczyński i romantyzm, to tak, jak Pudzianowski i Jezioro Łabędzie), technologiczny rasizm? Chęć opanowania czegoś co niopanowywalne? Czy może tylko zwykła potrzeba kontrolowania wszystkich i wszystkiego? Stawiam na to ostatnie.
Swój bój z nowymi technologiami J.Kaczyński zaczął od internautów. Stygmatyzując ich, jako miłośników piwa i pornografii, były Premier przekroczył labilną nawet, granicę społecznej śmieszności. Bo jak to tak? Kaczyński krytykuje użytkowników nowych (?) technologii, a sam chętnie zezwalał na posługiwanie się nimi przez swoich robotników chociażby przy sprawie Kaczmarka?
Sympatyk i entuzjasta USA i polityki ich prezydenta, zapomniał, że najnowsze zdobycze techniki przyczyniły się do ujęcia groźnego przestępcy, wzbudzającego strach samym swoim istnieniem. Przed kilku laty społeczność USA terroryzował niejaki Ted Kaczynski. Wysyłał listy-bomby do mieszkańców stanów, kierując się filozofią zbliżoną do anarchoprymitywizmu. Zamierzał walczyć w ten sposób ze złem wynikającym z postępu technicznego. Do jego schwytania przyczynił się jego brat, który w poglądach bombera rozpoznał poglądy brata. Oraz nowe technologie, które wyśledziły miejsce jego pobytu.
Wniosek jest prosty. Brata się pozbyć nie można, skoro już jest. Ale najnowszych technologii i owszem.



Komentarze
Pokaż komentarze (35)