Ironizując na temat popularności Wałęsy za oceanem, ktoś kiedyś powiedział, że jego popularność zależy od tłumaczy. Słowa Wałęsy tłumaczone na język angielski brzmią znacznie poważniej i składniej, niż w rzeczywistości. Zawierają też większe bogactwo myśli.
Język człowieka prostego, autora stwierdzenia o istnieniu plusów dodatnich i plusów ujemnych, ówczesnego prostaka nawet, tłumaczony przez esbeków, nagle okazuje się językiem logicznym, precyzyjnym, płynnym. „Szyler Józef jest jednym z najaktywniejszych inspiratorów do inicjowania przerw w pracy i wystąpień. W rozmowie z TW Bolek zaproponował, aby na wydziale W-4 stworzyć grupę ludzi, która by w sposób zdecydowany i nieustępliwy występowała w imieniu załogi i domagała się spełnienia postawionych postulatów.” Tak brzmi relacja Wałęsy-Bolka tłumaczona przez oficera SB. Ciekawe jak brzmiała naprawdę.
Opisywanie rzeczywistości przez esbeków, to zagrywka socjotechniczna. Weźmy choćby takie zdanie: „Po ustabilizowaniu się sytuacji w stoczni dało się zauważyć niechęć do dalszej współpracy z naszym resortem. Tłumaczył on to brakiem czasu i tym, że na zakładzie nic się nie dzieje.” Gdyby odrzucić opisową cześć zdania brzmiało by tak: „dało się zauważyć niechęć (Wałęsy) do dalszej współpracy z naszym resortem”. Dodanie opisu (po ustabilizowaniu się…) działa na emocje i wzmaga negatywną ocenę Wałęsy. Wałęsa jawi się jako człowiek, cyniczny, bezideowy, typowy esbecki „zadaniowiec”. Tylko dlaczego, jak w stoczni „zaczęło się coś dziać” do Wałęsy nie powrócono? Jeżeli był tak pazerny na kasę, jak twierdzą esbecy, to powinien się sam do nich ponownie zgłosić. Zarobiłby nieźle przecież.
Z sierpniem 80 nie będziemy niedługo kojarzyć zwycięstwa „Solidarności”. Będziemy wyłącznie pamiętać o jakimś cienkim Bolku. Czy Wałęsa był Bolkiem czy nie, to już nie jest ważne. Wałęsa władzy nie ma. Ma ją natomiast Lech Kaczyński, który w swojej pracy doktorskiej pisał: „Naruszenie zasad socjalistycznego egalitaryzmu może dać podstawę do uznania odpowiedniej klauzuli umownej za sprzeczną z zasadami współżycia społecznego.” I powoływał się na Lenina, a nawet Urbana.
Wałęsa, to prosty, może i niekiedy zagubiony człowiek. Rewolucyjna Polska potrzebowała wtedy bohatera i wybrano właśnie do tej roli jego. Ale ideologię Wałęsy kształtowała otaczająca go rzeczywistość. Kaczyńscy natomiast swoją świadomość kształtowali sami. Jeżeli Wałęsa był Bolkiem, na co materialnych dowodów, jak na razie niema, to kim byli w tamtym czasie Kaczyńscy? Na ich ówczesną ideologiczną poprawność dowody przecież są. W ich doktorskich pracach. Ale o tym nikt książki nie napisze.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)