Polska jest krajem smutnym. Świetnie się tu czują wyłącznie politycy i urzędnicy kościoła. Oni wypełniają całą współczesną przestrzeń społeczną. Dla normalnych ludzi pozostaje cieniutki margines resztek możliwości. Społeczeństwo się nie liczy, bo w Polsce społeczeństwa nie ma.
W naszym kraju życie toczy się wokół polityki i w kościelnej nawie. Prawo do radości życia zarezerwowane jest dla elit. Politycy i kościelni dostojnicy żyją i oddychają beztroskim powietrzem za pieniądze tych ludzi, których jednocześnie przyduszają do jeszcze większej wydajności. Kontrolują i egzekwują wydajność, choćby podatkową, ale i moralną, która z tą pierwszą się organicznie łączy. I zaraz potem szybko odwracają się plecami i już są w swoim świecie: intryg, kontrowersji, zwykłego gadulstwa, dętych przemówień. Kierują je sami do siebie, bo resztka społeczeństwa zajmuje się właśnie, wymyślaniem sposobów na przetrwanie.
Czy Wałęsa był Bolkiem?- pytają. Czy mogę coś w swoim życiu zmienić? - pytam. Czy musiałbym być Amerykaninem, żeby w każdej chwili swojego życia zdecydować się na inny jego dalszy przebieg? Bez obawy, że dotychczasowe legnie w gruzach.
Tusk obiecał młodzieży, że zaprosi ją ponownie do Polski. Kościół walczy o prawa nienarodzonych. Wszystkie perspektywiczne deklaracje dotyczą osesków, dzieci, ludzi młodych. Nikt nie rozmawia o ludziach dojrzałych 40, 50, 60 latkach. Oni nie mogą liczyć na zainteresowanie państwa, bo oni się już nie liczą. Mogą liczyć na to, że młodzi emigranci, choć dobrze mu życzą, to nie posłuchają Premiera. Wtedy, siłą rzeczy, otworzą się możliwości dla „starych”.
U nas, po czterdziestce, Twoje życie się kończy i całe życie jesteś już potem niczym. Jeżeli nie zrobiłeś czegoś w wieku 20-30 paru lat, jesteś w Polsce skończony. To może niech już w sklepach trumny sprzedają normalnie, na półkach? No chyba, że jesteś wiecznym działaczem młodzieżowym. Jak Szmajdziński. Albo księdzem.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)