Prezydent Kaczyński podjął się pośrednictwa w kojarzeniu ognia z wodą. Determinacja z jaką to czyni daje wyraźną wskazówkę, iż nie jest to jego wolna wola. Jest tylko częścią, pierwszym i być może ostatnim narzędziem, którym w większej operacji chce się posłużyć jego brat Jarosław.
Wniosek taki wywodzę z faktu niespotykanej radości i zadowolenia z możliwości spotkania się prezydenta z szefem SLD Napieralskim. „Po pierwszej części 1,5 godzinnego spotkania, na konferencji prasowej, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Michał Kamiński powiedział, że "przebiegało ono w miłej i sympatycznej atmosferze". Jak podkreślił, rozmowy dotyczyły "w pierwszym rzędzie" kwestii służby zdrowia. Pan przewodniczący Napieralski przedstawił bardzo interesujące uwagi SLD dotyczące ustaw, które prezentuje dzisiaj rząd w tej sprawie”. Ważne jest tutaj stwierdzenie „w pierwszym rzędzie”. Ciekawi mnie natomiast ile tych rzędów znajduje się jeszcze z tyłu tego kina. Kiedy wszyscy gapią się w ekran najciekawsze rzeczy odbywają się w tylnych rzędach.
Po pierwszym spotkaniu, nastąpiła niespodziewana, bo niezaplanowana druga rozmowa. Musiała być bardzo ważna, ponieważ skończyła się po godzinie 23. Rozumiem to tak. W pierwszej rozmowie nastąpiła prezentacja stanowisk tajnej jeszcze i pewnie nieformalnej do końca istnienia, koalicji antytuskowej. Lech otrzymane od Napieralskiego warunki skonsultował z Jarosławem, rzeczywistym „koalicyjnym” negocjatorem i … niespodziewanie zaprosił go do pałacu raz jeszcze. I to są właśnie te tylne rzędy. Czy ktoś uwierzy, że dość długa pierwsza rozmowa polityków nie wyczerpała zaplanowanych tematów i pominięto w niej rzecz tak ważną dla której należałoby się ponownie spotykać w późnych godzinach nocnych? Czyżby spotkali się nieprzygotowani do rozmowy polityczni amatorzy?
Jarosławowi Kaczyńskiemu nie wypadało rozmawiać bezpośrednio z antyklerykałem, człowiekiem który na swoim czerwonym sztandarze niesie takie oto hasła, jak choćby: totalna walka z kościołem, aborcja dla wszystkich. Bardzo głupio i podle by to wyglądało wobec żelaznego, maryjnego elektoratu PiS. A Prezydentowi wypada, bo on jest od wszystkich Polaków.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)