Polityka w wydaniu polskim ma to do siebie, że wizerunek i wyrazistość poszczególnych ugrupowań oddawany jest publicznie mocą, jaką posiadają jej liderzy. Walka o wyborcę już dawno przestała być walką na argumenty programowe. Żelazny elektorat i tak w środku nocy deklamuje kluczowe punkty programu i nawet nie śmie się zastanowić nad sensem ich treści.
Dlatego też rozważania na temat przejęcia jakiejś tam części wolnego elektoratu są, w polskiej rzeczywistości, mało pomocne. Zmiana wizerunku partii tak naprawdę nie do końca zależy od niej samej. W dużej mierze obraz ten kształtuje opozycja, czego dowody po raz kolejny przedstawiono nam obecnie. Nie należy się łudzić, że ten „wolny elektorat” przez około trzy i pół roku ambitnie śledzi poczynania i dokonania poszczególnych partii i non stop ocenia jej wizerunek. Wolny elektorat zajęty jest swoimi sprawami, otoczony grubą skorupą codziennych problemów, przez którą przenikają jedynie spektakularne „dokonania” partyjnych liderów. Wolni elektorzy przy krystalizacji swoich preferencji wyborczych prawie nigdy nie biorą po uwagę kryterium rozliczeniowego. Nie zastanawiają się głęboko nad tym co było i co kto obiecywał. A już na pewno nie czytają trudnych rozważań politycznych komentatorów. Ponieważ decyzje podejmują w ostatniej chwili, ważne jest to, kim są i co mają do powiedzenia ci, których do ogłaszania wytypowano.
Postulowane przez komentatorów zawalczenie o centrum wyborcze, różnymi metodami, ma sens tylko wtedy, gdy walkę tę podejmie krótkodystansowy choćby, ale atrakcyjny lider partyjny. To odruch Pawłowa, w momencie wyborczego szczytowania, ma zawsze głos decydujący. W ostatnich wyborach schemat tego odruchu wyglądał następująco: Kaczyński to kara, ktokolwiek inny – nagroda.
Kim jest nowy lider? Jeszcze nie wiadomo. Tak jak nie jest wiadome jeszcze, czy któraś partia zdecyduje się na taki cwancig. Nie musi być ładny jak Olejniczak, ortodoksyjny jak Kaczyński, elokwentny jak Rokita, czy milczący jak Pawlak. Powinien być świeży i atrakcyjny.
Pamiętać należy, że była kiedyś w Polsce groteskowa „Polska Partia Przyjaciół Piwa”. Jej program wyborczy obejmował tylko jeden punkt: „piwo nie jest ani ciemne, ani jasne, jest po prostu smaczne.” Do Sejmu wprowadziła 16 posłów! Jej liderem był Janusz Rewiński…



Komentarze
Pokaż komentarze (8)