Npieralski brata się z Kaczyńskimi. Kaczyńscy z innowiercą. A dla starszych, ideologicznie zdeklarowanych ludzi, życie pomału się kończy.
Napieralski był nadzieją lewicy na jej zmianę. Po lemoniadowym Joe Olejniczaku miało nastąpić odświeżenie socjalistycznej myśli. Nastąpiło, ale Napiralskiemu pomyliły się drogowskazy. Stanął jak dziecko we mgle na rozdrożu, rozdziawił japę i poszedł w kierunku bagien.
Kiedyś było tak, że ktokolwiek zasiadał na postkomunistycznym stolcu dla ludzi, w powiedzmy dojrzałym wieku, było to obojętne. To nasz człowiek mówili i potwierdzali swoją estetykę w wyborach. Ostatnim, który nabrał socjalistyczną publiczność na skomuszałą ideologię, był Miller. Bo „dziadków” da się kręcić swobodnie. Przechadzał się w pelerynie z napisem SLD na plecach i opowiadał, jak to lepiej będzie. Poczciwi ludzie uwierzyli, że „Solidarność” to w sumie wymysł kapitalizmu, to taka pośmiertna zemsta Reagana na Breżniewie. Nie przekonywało ich, że obok octu na półkach pojawiły się różne specjały, na co dzień dostępne dla innych nacji. Dodatkowo Balcerowicz usiadł okrakiem na sklepowej ladzie i się uparł, że wolny rynek nas wyzwoli.
Starszych ludzi nie przekonywało nic. Samochodu, ze swoich marnych emerytur już nie mogli sobie kupić, a i na wczasy w Bułgarii też ich nie było stać, jak kiedyś górników. Pozostała im więc do końca życia ideologia, którą ich karmiono w młodości i której zawierzyli niekiedy swój los. A ponieważ każda ideologia musi mieć swoich wrogów, to głównych adwersarzy odnaleźli w Kaczyńskich. Solidarność zeszła tam, gdzie zawsze najlepiej się czuła, do podziemia. Platforma ze swoim letnim i mało wyrazistym, wręcz zagmatwanym programem, nie docierała do starszych mózgów. PSL natomiast, jak zwykle, okazało się kobietą, którą można na chwilę przytulić. Nie za darmo oczywiście. Pozostali więc Kaczyńscy zwłaszcza, że bracia zaczęli głośno mówić o zabieraniu przywilejów postkomunistom i mało brakowało, aby swoje deklaracje wprowadzili w czyn.
Tymczasem Napieralski wypiął się na wielbicieli. Poszedł tam, gdzie nikt się go nie spodziewał. Zastukał do drzwi Pałacu i przechadza się w nim pod rękę z Kaczyńskimi. Razem ustalają jak wyrolować Platformę i dzielą już przyszłe łupy. I wkrótce może się okazać, że Konkordat nie jest wcale taki niekorzystny, jak z kolei aborcja. A tak się Napieralski nadymał dzień po swoim wyborczym triumfie, tak się napinał anykaczorowo, tak pohukiwał i groził… Mógłby spokojnie zdawać eksternistyczny dyplom w szkole aktorskiej.
Napieralski swój sojusz z podłością zawarł w bezpiecznej odległości od wyborów. Będzie miał jeszcze dość czasu, aby z fałszywym uśmiechem przymilać się i mamić resztki eseldowskiego elektoratu. Jednak za bardzo nie będzie już miał kogo okłamywać. Starsi ludzie tracą siły, a młodzież jakoś nie garnie się na imprezę. Do Czerwonej Oberży.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)