„Duży” Putin i „mały” Kaczyński złapali się za bary. Nie walczą o żadne inne interesy tylko o indywidualne, jak najlepsze samopoczucie, swoje narody pozostawiając na łasce osobistych animozji. Kto kogo sprowadzi do parteru? Putin jest pewien swego, ale Lech Kaczyński jeszcze walczy, choć w fizycznym starciu na muskuły szans nie ma. Ale każdy człowiek oprócz mięśni powinien mieć także mózg. Powinien…
Konflikt z Rosją już nie wisi w powietrzu. On już stąpa wielkimi krokami rosyjskiego niedźwiedzia. To nie jest walka narodów – obywateli krajów. Z małymi, nic nie znaczącymi, wypadkami my Polacy i oni Rosjanie czujemy się w swoim towarzystwie dobrze. Łączy nas przede wszystkim zamiłowanie do życia.
To nie jest także starcie państw, a rozpoczęta przez Putina osobista rozgrywka. Poprzez Kaczyńskiego z resztą świata. Putin zazdrości carom ich miejsca w historii. W doczesności zdobył już prawie wszystko, a nowa historia Rosji pisana jest jego ręką. Chce być wyrocznią naszych czasów. W głowie mu się nie mieści, że oprócz niego ktoś może jeszcze tym światem zawiadywać. Młoda Ameryka powinna przecież starej Rosiji klęczeć u stóp. A co dopiero satelitarna Polska.
W starciu intelektów Lech Kaczyński także nie ma szans z wytresowanym przez KGB rosyjskim robocopem. Napinanie się i romantyczne pienia to faul na swoim narodzie. Lepiej chyba tajemniczo, wymownie milczeć, a swoje interesy ugrywać w zaciszu dyplomatycznych gabinetów. Nieraz nie warto stawać na palcach i wypuszczać z ust złote głoski. Bo to, że ktoś milczy nie oznacza wcale, iż nie ma nic do powiedzenia.
Ale trzeba być zawodowcem, wytrawnym graczem w rozgrywce światowego pokera. Lechowi Kaczyńskiemu brakuje politycznej klasy, prezydenckiej doniosłości, którą tak chętnie szafuje Putin. Jest jednym z nas Polaków. Niech nawet czołgi na nas idą, a my i tak klepiemy kosy i stawiamy je na sztorc. Niestety Putin naszych kos się nie obawia. Bałby się tego, czego by nie wiedział i przewidzieć nie mógł. Jak każdy z nas.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)