Co Jezus tłumaczył, tego nie wiem. W ocenie chrześcijańskiej ideologii mógłbym się posiłkować czynami Jego spadkobierców. Jednak nie skorzystam. Tym bardziej nie wiem co przekazywał Jego uczeń Wincenty a Paulo.
Ale, gdyby wierzyć informacjom o świętym Wincentym, jednym z jego obowiązków był wypas owiec. Nie zachowały się jednak żadne przekazy, czy on te owce wypasał w Opolu. Święty Francuz do Opola w miał daleko. Życia by mu nie starczyło, żeby z owcami dojść.
Tymczasem „Komisja majątkowa przy MSWiA przyznała Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo w Warszawie 16 hektarów ziemi w Opolu jako rekompensatę za obszar rolny utracony po wojnie. To ziemia de facto uzbrojona i - co istotniejsze - leżąca w strefie ekonomicznej. Siostry już ją sprzedają.”
Piękne to i bajecznie cudowne. Oto zakonnice miały możliwość wskazania na terytorium całej Polski tego fragmentu ziemi, których by je ukontentował. Mogły wybrać mazurskie ruczaje, wieś Zagubin na Kujawach białych, lub choćby Pustynię Błędowską. Nie mogły natomiast sobie zażyczyć fragmentu prezydenckiego pałacu lub sopockiego mieszkania premiera. Popatrzyły więc, zniechęcone nieurodzajem możliwości, na gospodarczą mapę Polski i wybrały Opole. Kośby zapytał: skąd w prostych służebnicach Bożych taki zamysł, aby wybrać szmalodajną strefę ekonomiczną? I do tego prawie uzbrojoną w media, o których święty Wincenty pojęcia nie miał? Owiec tam nie wypasą przecież na wybetonowanej drodze, a i wody chłeptać te owce nie będą z pobliskiej kanalizacji. Jeszcze gdyby te 20 milionów za które chcą siostrzyczki tę ziemię pogonić poszły na jakiś zbożny cel, to i można by różaniec za pomyślność interesu odmówić. Ale gdzie tam. Siostrzyczki nie rozmawiają o przeznaczeniu pieniążków. Mają być dla nich i stanowić tajemnicę stworzenia. Kapitału. Przy okazji wypasą kilku prawników łasych na kościelne, darmowe datki.
Teraz rozumiem Premiera, bo Kaczyńskich zrozumiałem już dawno. Tusk przyzwala na takie, cholera wie jak to nazwać, może nieobywatelskie zwyczaje. Kiedy patrzy, obojętnie czy ze swojego sopockiego, czy warszawskiego, mieszkania, to w niedzielne dopołudnie widzi elektorat ciągnący do kościoła. I pewnie sobie myśli, że bardziej cenny jest wyborczy głos kilkunastoosobowego tłumu wielbicieli Św. Wincentego a Paulo, niż 16 hektarów ziemi pod Opolem. Jesteśmy przecież w Unii. W unii bez granic. Nawet przyzwoitości.
Zastanawiam się tylko, tak bez emocji, jak można nieźle żyć z tej pięknej baśni o Jezusie i Jego uczniach.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)