Krzysiu Leski. Dziennikarz mediów wszystkich, czyli żadnego z nich tak naprawdę. Błagał o robotę i ją dostał. Wychylający się zza mitologii swojego ojca, spełnia marzenia chlebodawców. Chcesz Lenia? Masz!
Chcesz cokolwiek? Jeszcze lepiej. Dowolność to przecież proces twórczy, jak by nie było. I Krzysiu z tej radości tworzy. Napina się na Lenina. Pisze kilka razy dziennie. TYLKO PO CO?
To nie jest post o znaczeniu indywidualnym. Nie znam Krzysia osobiście. Znam natomiast tuziny takich Krzyśków. Zawoalowanych jeźdźców, siedzących na ledwo dychającej szkapie historycznych koneksji. Nic nowego. Ojcowie załatwili im posady. A oni dalej siedzą na dziecięcych nocnikach. Krzysiu do domu, kolacja! Bo Ci literkę zmienę Ty mój Kaprysiu.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)