Herian Herian
59
BLOG

Zabili żeby sobie żyć

Herian Herian Polityka Obserwuj notkę 2

Odświeżana co jakiś czas dyskusja o karze śmierci wywołuje o wiele mniej emocji niż w roku ustanowienia memorandum na jej wykonywanie. Czasy inne, ale bandyci pozostali ci sami.

Galopujący major pyta: „Czy zna ktoś może 185 przypadków gdy izolowany morderca kogoś pozbawił życia? Jeżeli tak to prosiłbym o przykłady.” Ja zapytam tak: a czy zna ktoś 185 przypadków zmarchwystań ofiar tych przestępców?

Z więziennych statystyk wynika, że w sierpniu br. w polskich zakładach karnych przebywało 257 skazanych na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Rok wcześniej uwięzionych w ten sposób morderców było o dziesięciu mniej. Licząc średnio po dwie ofiary na głowę oprawcy (dożywocia nie dostaje się za kradzież pierzyny z płotu sąsiada) otrzymujemy przerażająca liczbę 508 ofiar. Wśród nich są mężczyźni, kobiety i dzieci.

„W końcu bandyci wywieźli małżonków do lasu w okolicach Rachwałowic. Roman C. i Tobiasz W. próbowali ich tam udusić. Kiedy się im nie udało, podcięli im tętnice szyjne, a potem rozbili głowy lewarkiem. Pawła przywiązali do dwóch drzew. Kiedy odjeżdżali, mężczyzna jeszcze żył. - Odzyskał przytomność i wyswobodził się z więzów. Przeczołgał się kilkanaście metrów, chyba chciał ratować żonę. Wykrwawił się jednak na śmierć - mówią wstrząśnięci prokuratorzy. Ciało Małgorzaty mordercy przewieźli kilkaset metrów dalej i wrzucili do zaspy.”

To tylko jedna z tragedii, która zakończyła się dożywotnim więzieniem dla sprawców. Dożywotnie wiezienie – to akcent, który dominuje nad całością. Nikt nigdy przy tej okazji nie próbuje nawet pojąć rozmiarów tragedii, której się sprawcy dopuścili. Rozumiem, ponieważ dostępnymi zmysłami normalny człowiek tego nie pojmie. Nie czynu przestępnego zagrożonego karą, ale właśnie tragedii. Bo zamordowani ludzie, tak się składa już od zarania świata, nie żyją na tym łez padole sami. Mają rodziny, przyjaciół, znajomych.

Ale dla prostej publiki najważniejsze zawsze jest, iż sprawcy zostali sprawiedliwie osądzeni. Reszta niech pozostanie milczeniem - galopujący majorze. Czarna dziura.

Tymczasem losy skazanych na dożywocie są jasne i klarowne. Po wyroku w pierwszej instancji niedowierzają nieomylności sądów (he, he), składają więc apelację. Po negatywnie rozpatrzonej apelacji wnoszą o kasację wyroku. Potem jeszcze prośba o akt łaski Prezydenta i tak mija kilka lat, aż dotrze do ich łbów, że będą musieli pierdzieć w więzienny stołek co najmniej 20 lat. Po takim okresie mogą bowiem ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie.

Kiedy pierwszy szok minie okazuje się, że nie jest tak źle jakby się wydawało. Dożywotniak szybko aklimatyzuje się w więziennej rzeczywistości. Nie jest traktowany jakoś specjalnie inaczej, dlatego też wkrótce wyrasta na więzienna szychę. „Klawisz” mu nie nabluzga, a kompani spod więziennej celi mają dla niego olbrzymi szacun. Ma zawsze najlepsze miejsce do spania i żarcia ile zapragnie. Wystarczy, że tylko zmarszczy brew, a już wszyscy szepcą po kątach, iż dożywotka jest z czegoś niezadowolony. Pełny respekt.

Mija te kilka lat i oprawca dostaje zatrudnienie w przywięziennym przedsiębiorstwie. Zakłada sobie konto w banku i tyra jak wół. Dla siebie. Po jakichś 15 latach pracy (pięć już odbył) zbierze mu się pokaźna sumka na wyjście. Będzie więc mógł zacząć nowe życie. Ma w dupie wszelkie kryzysy społeczno-polityczno-bankowe. Przez dwadzieścia lat świat się ze trzy razy w kółko zakręci. W tak zwanym międzyczasie zwyrodnialec zdąży już przyzwyczaić do siebie administrację zakładu karnego. Drugie pokolenie funkcjonariuszy Służby Więziennej będzie go innym bandytom stawiało za przykład: gość ułożony, grzeczny i taktowny. Żadnych problemów nie sprawia przecież, ten posiwiały ideał więziennego miasteczka.

Nadejdzie w końcu ten moment, że zbrodniarza trzeba będzie wypuścić za stalową bramę. Złotówki przeliczą mu na euro i będzie ok. Wyjdzie popatrzy na rzeczywistość i poczeka na starość. Oczyszczony, szczęśliwy bandzior.

To czego brakuje mordercom z dożywotnim wiezieniem, to wolność. To czego „brakuje” ich ofiarom, to życie. Jedno krótkie, a za ich sprawą jeszcze krótsze, króciutkie życie. Zabili, ale sami żyją. I po latach będą się mieli w miarę dobrze. Tak im dopomóż Bóg?

PS. A w Rosji to jest tak: Mogą ubiegać się o warunkowe zwolnienie po odbyciu 25 lat kary. Warunki wykonywania kary są „dość surowe". Widzenia z ro­dzinami mają miejsce wyłącznie na terenie zakładów karnych. Niektóre zakłady kar­ne znajdują się poza polem polarnym. Zdaniem G. Starozierowa z Centralnego Zarządu Więziennictwa w Moskiwie (za H.Machelem), z badań więźniów dożywotnich wynika, iż połowa badanej populacji wyraziła opinię, że woleliby być rozstrzelani, niż odbywać karę do końca życia.

Herian
O mnie Herian

WAU_tab('d5grk38p8d45', 'right-upper')

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka