Pałac Prezydenci, to tylko z pozoru dobrze chronione miejsce. Sądzić by tak można po tym, jak z wielką łatwością przedostali się do niego agenci. Sami jednak nie daliby chyba rady. Musiał ich ktoś tam po cichu wprowadzić.
Pomysł L.Kaczyńskiego, aby w Warszawie zorganizować Bal Prezydentów wydawał się co najmniej kontrowersyjny. Prezydent wolał bowiem świętować nasze polskie święto z obcokrajowcami, obywatelom pozostawiając zaś wyłącznie możliwość oceny efektów tego świętowania. Kiedy okazało się, że nadęty przez ludzi Prezydenta, balon był sklecony z marnej jakości materiału ideologicznego i pękł zaraz po nadmuchaniu, sztabowcy także nie wytrzymali ciśnienia. Opuścili ręce i zdali się czekać na samoistny rozwój wydarzeń. A działo się coraz gorzej w temacie balu. Musieli mieć cholernie kiepskie samopoczucie, kiedy kolejni prezydenci odmawiali udziału w uroczystości wymawiając się ważnymi z punktu widzenia swojego kraju obowiązkami. Oczyma wyobraźni widzę, jak Michał Kamiński z przyklejonym na stałe uśmieszkiem, pociesza L.Kaczyńskiego marginalizując znaczenie Busha, Medwiedewa, Putina. Mógł powiedzieć np. tak: Panie Prezydencie, odwróci się uwagę społeczeństwa od nieobecności niby wielkich tego świata zapraszając innych wielkich. Wielkich artystów. Obywatele zapatrzeni w prawdziwą sztukę nie zauważą absencji możnowładców, którzy nas olali. Będzie okazja to my ich też olejemy! Miłego dnia Prezydencie…
Ponieważ patriotyzm ma to do siebie, że genetycznie łączy się z pojęciami naród, ojczyzna, obywatel nie wypadało organizatorom uroczystości zaprosić artystów zagranicznych. I w tym momencie do roboty wzięli się właśnie impresaryjni agenci. Przedarli się do Pałacu i podsunęli prezydenckim animatorom naszych, polskich piosenkarzy, ale żeby doniosłości stało się zadość, nazwali ich na szybko artystami.
Nieliczne prezydenckie głowy będą więc miały okazję zobaczyć i posłuchać tego co w Polsce najlepsze i najokazalsze. Zaśpiewa dla mich. m.in. na co dzień Kasia, a teraz Katarzyna Cerekwicka. Do Teatru Wielkiego przybędzie wprost z chałtury w Białowieży. Wielka to artystka śpiewająca w takich kultowych miejscach, jak np. boisko boczne Górnika Zabrze, park miejski w Nowym Tomyślu czy plaża w Osłoninie. Poprawną polszczyzną uraczy dyplomatów Sebastian Karpiel-Bułecka. Pałac liczy pewnie, że Bułecka pomacha groźnie góralską ciupagą dając tym samym do myślenia Europie i światu.
Będę pilnie obserwował twarze wielkich gości w momencie, jak Ryszard Rynkowski zaśpiewa „O mój rozmarynie”. Albo nie. Lepiej żeby tę piosenkę zaśpiewała Kożuchowska, która też widnieje w gronie prezydenckich artystów. Wyszło by, jacy my Polacy jesteśmy nowocześni i otwarci. „Pójdę do dziewczyny, pójdę do jedynej”, że niby u nas kobieta też może z kobietą. Nie tylko facet z facetem. Być może Maryla Rodowicz zaśpiewa piosenkę hymn „Żeby Polska była Polską”. Będąc na jej miejscu tę pieśń wykonałbym z wielką determinacją. Powinna bronić swojej Polski. Tej w której ona żyje, i ma się dobrze inkasując za jedną piosenkę 16 tysiączków. Szkoda tylko, że ta jej Polska tak znacznie różni się od reszty Polski.
Żałować należy, że organizatorzy pominęli innych wielkich artystów: Mandarynę, Stachurskiego czy choćby Dodę. Przypuszczam, że widok jej obfitości wywarłby na drogich gościach większe wrażenie niż smutna twarz Edyty Geppert. Pozytywna wiadomość w tym wszystkim jest taka, że każdy z artystów zrezygnował minimum z połowy swojej gaży. Okazuje się więc, że patriotyzm nie musi być wcale taki drogi.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)