“(…) Informuję, iż w dniu 1 listopada obchodzony jest Dzień Wszystkich Świętych. Nazwanie go w jakikolwiek inny sposób (np. Świętem Zmarłych) podlegać będzie karze 1000 zł za każdorazowe wypowiedzenie na antenie błędnej nazwy”. „Chciałbym, żeby dziennikarze pracujący w Radiu Bis mieli maksymalnie pootwierane głowy i byli profesjonalistami” .
Sprawa niby stara, z bodajże 2006 roku, ale przypomniała mi się przy okazji obchodzonego właśnie święta. Autorem tej dyrektywy był Jacek Sobala ówczesny dyrektor Radia Bis (złośliwi radiowcy twierdzili, że radia PiS), dyrektor Programu Pierwszego Polskiego Radia. Człowiek kameleon, który z ładnego, ale drugoplanowego aktora przeistoczył się w profesjonalnego podobno dziennikarza, a nawet szefa wszystkich szefów (w radiowej jedynce). Jak Krzysztof Jarzyna ze Szczecina.
Można się zgodzić, że Święto Zmarłych było w PRL jakąś tam próbą minięcia się z tradycjami Kościoła. Jednak kościelne brzmienie tego święta jest jak spojrzenie selekcjonera. Do środka wpuszczamy tylko świętych. Ci co żyli w grzechu niech sobie poszukają innego lokalu. Pamiętać jednak należy, że wielu ludzi pochowanych było w tradycji świeckiej, bez udziału księdza.
Zajrzałem na internetową stronę PR. Jedynka wyróżnia się spośród pozostałych programów. Jedyna czarno biała. Tak jakby właśnie ogłoszono żałobę narodową. Jednocześnie w zaproszeniu do programu jest napisane: „Dzień Wszystkich Świętych to dzień radosny, o czym często zapominamy, dzień w którym wspominamy tych, co odeszli, ale wciąż z nami są.” Pewna niekonsekwencja. Albo się radujemy (ciekawe z czego), albo przeżywamy w żałobnym dwukolorowym uniesieniu marność życia ludzkiego. Przypuszczam, że wygląd internetowej witryny może również mieć swoją inspirację w dyrektywie…
Zarządzanie dyrektywami tak weszło Sobali w krew, że podobno we wrześniu br. na redakcyjnym kolegium Programu Pierwszego PR przedstawił kierownikom działów trzy dyrektywy: nie wolno zapraszać do programów agentów, nie wolno zajmować się życiem osobistym braci Kaczyńskich, nie wolno mówić o polityce historycznej. Jedynkowi radiowcy jakby już wcześniej wyczuli zawodowe preferencje swojego pryncypała i od momentu jak został ich szefem zaprzestali zapraszania do programów np. Wałęsy (agent), o braciach mówi się tylko dobrze albo wcale, a tytuły radiowych audycji z cyklu Tajna historia Polski brzmią następująco: Finanse PZPR od 1980 roku, Rewanż pamięci, Komunizm po polsku (z małej litery), Prometeizm Polski (z wielkiej litery).
Ta ostatnia audycja (z 12 października 2008 r.), zmanipulowana przed emisją, tak nieudacznie, że nawet ja stary i głuchy bez wysiłku wyłowiłem nieudolny montaż. Zaczyna się tak: „Dzisiaj podejmiemy temat prometeizmu, jako że jest to temat niesłychanie ważny (cięcie). Idea prometejska jest potrzebna w dalszym ciągu nie sądzi pan (pytanie do Jana Malickiego, cięcie). Malicki odpowiada: na Kaukazie współczesnym w Gruzji szczególnie istnieje przekonanie, że (…) obecna pomoc Polski dla Gruzji jest ciągiem dalszym przedwojennego prometeizmu.” Dalej jest o tym, że w Gruzji zbudowano pomnik Prometeusza, który odsłonił polski Prezydent i o nurcie zwanym prometeizmem w polityce Europejskiej w latach dwudziestych ubiegłego wieku.
Początek audycji ustawia jej dalszą percepcję. Lech Kaczyński odsłaniając pomnik to współczesny Prometeusz niosący Gruzji ogień. Nieważne, że jego mitologiczny prototyp, zrobił to w sposób dyskretny i tajemny. Dzisiaj liczy się efekt: mały Prometeusz przeciwstawia się jawnie wielkiemu rosyjskiemu Zeusowi! Na oczach całego świata. Bo radio Sobali jest po to, aby z rzeczy małych robić wielkie i odwrotnie. Zależy to jedynie od poprawności tych rzeczy. Są poprawne, to duże. Nie są poprawne, to małe lub ich nie ma wcale. Jak choćby rocznica Wałęsowego Nobla.
Rozumiem ideologię Sobali. Rozumiem ją o tyle dobrze, że znam go osobiście jeszcze z dawnych czasów. Zawsze był w miarę sprawnym i uniwersalnym narzędziem w politycznej służbie prawicy. Jest mu tym łatwiej, że posiada cechy predysponujące go do tej roboty. Jest mało zdolny, bez większych sukcesów na dziennikarskiej niwie, wystarczająco arogancki, zarozumiały i pamiętliwy. A jednocześnie spolegliwy i dyspozycyjny. Trudna to sztuka pogodzić dwie z pozoru sprzeczne postawy życiowe: własne ambicje i prywatę z służbą społeczeństwu choćby poprzez publiczne radio. A jednak można, bo kilka lat spędzonych w szkole teatralnej nie poszło na marne. Potrafi z mikrofonem zrobić co zechce.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)