0 obserwujących
49 notek
32k odsłony
471 odsłon

Historie Ołesia Buzyny: niebohaterska "bandera"

Wykop Skomentuj8

Ołeś Buzyna napisał, że Bandera nie może być bohaterem Ukrainy, między innymi dlatego, że zabijał Ukraińców. A teraz on, Ukrainiec wywodzący się z kozackiego rodu, bardziej ukraiński niż Bandera, sam został zamordowany przez pogrobowców Bandery. 
Dla przypomnienia - co napisał Buzyna po uchyleniu tytułu bohatera Banderze: "Dlaczego więc ci sami "banderofile" nie dostrzegają żadnej zbrodni w masakrze Wołynia w 1943 r., kiedy na rozkaz OUN Bandery zostało wymordowanych około 80 000 Polaków? I nie oficerów, ale przede wszystkim kobiet, dzieci i starców. Polskie wsie na Wołyniu były otaczane przez oddziały UPA, a następnie rozpoczynała się rzeź w takim samym stylu, w którym plemiona afrykańskie zabijają się nawzajem w międzyplemiennych wojnach".


"Prawdą jest, że Bandera stał się symbolem i flagą nacjonalizmu o nieludzkiej twarzy, który zabrnął w ślepy zaułek i zniszczył nawet swoich zwolenników. Ten nacjonalizm stara się pogodzić sprzeczności: wiarę w Boga i satanizm, walkę o "wolność" i służbę w hitlerowskim wywiadzie, wielkie "ideały" i morderstwa zza węgła, nawet swoich. Ktoś może powiedzieć: ale on przecież kochał Ukrainę! Tak, kochał. Ale tak, jak gwałciciel kocha swoją ofiarę - nie interesując się wzajemnością. Bandera nie może być Bohaterem Ukrainy choćby tylko z jednego powodu: on zabijał Ukraińców".
Poniżej pełny tekst tego artykułu.


Historie Ołesia Buzyny: niebohaterska "bandera"

Nie żałujmy! 12 stycznia strona internetowa prezydenta Ukrainy poinformowała: Stepan Bandera został pozbawiony tytułu bohatera.
Nie przypadkiem piszę słowo w tytule "bandera" w rodzaju żeńskim i z małej litery, chociaż tematem artykułu jest tenże Bandera, który należał do rodzaju męskiego, i którego nazwisko zaczyna się, zgodnie z zasadami ortografii, oczywiście, z dużej litery.
Ale Bandera - to nie człowiek. To pył. A także symbol i flaga. Symbol i flaga raczej ponure - kolor krwi i śmierci. Nie przypadkiem sztandar organizacji, którą kierował, był czarny i czerwony - nie są to barwy radości życia. A i nazwisko tego bohatera skandali sądowych - mówi o sobie. W tłumaczeniu z języka mołdawskiego (przodkowie "prowidnyka" OUN (b), jak wiadomo, pochodzili właśnie z Mołdawii, nie będąc, jak mówią dzisiaj, "etnіcznymi Ukraińcami"), "Bandera" oznacza tyle co "flaga", "chorągiew". To samo, co w języku mołdawskim, słowo "Bandera" oznacza i w innych językach romańskich.


Starsi ludzie z pewnością pamiętają hiszpańską komunistyczną piosenkę "Bandera rossa" - "Czerwony sztandar", popularną w latach 30-tych. Nawet w czasach naszego dzieciństwa siłą inercji ta piosenka była jeszcze w podręczniku szkolnym, stąd utkwiła mi w pamięci. Istnieją również inne hiszpańskojęzyczne pieśni z tym samym niezapomnianym krótkim słowem. Na przykład, "La Bandera de mi patria" -. "Sztandar mojej Ojczyzny", w której śpiewa się o fladze, którą "ściskamy w naszych rękach".


Ale co oni tam trzymają - to ich sprawa. Problem na czymś innym polega: na Ukrainie przeważająca większość obywateli (autor tego artykułu także do niej  należy, nie wstydzi się swojego brak oryginalności) nie życzy sobie widzieć w Banderze SWOJEGO sztandaru i nie znajduje w nim niczego bohaterskiego. Oczywiście, osoby te przyjmowały w swoim czasie dekret prezydenta Juszczenki o przyznaniu szefowi OUN tytułu "Bohatera Ukrainy" jako działanie antyspołeczne, bezczelny wybryk w duchu starożytnego rzymskiego Kaliguli, i nie waham się użyć takiego sformułowania, publiczne znieważenie godności narodu.


Jestem pewien, że w tym przypadku wyrażam pogląd większości - to znaczy osób z ludzką, a nie banderowską partyjną moralnością, wyrażoną w niesławnym "Dekalogu", którego punkt 7 głosi: "Nie zawahasz się popełnić największej zbrodni, jeśli tego wymagać będzie dobro Sprawy".
Znieważeni juszczenkowskim dekretem obywatele Ukrainy nie uważają za "heroizm" aktów terroryzmu, zabójstw przeciwników politycznych i zbrodni przeciwko ludzkości, nawet jeśli dokonujący ich i nawołujący do nich "anty-bohater" uzasadniał swoje działania osławionym "dobrem Sprawy".
Tak samo niesławny dekret Wiktora Juszczenki przedstawiał rzadki przykład nie tylko amoralności, ale i nihilizmu prawnego, więc nie było zaskoczeniem, że "produkcja" nowego bohatera przez administrację byłego prezydenta wywołała nie tylko oburzenie, ale także spowodowała pozwy sądowe żądające jego anulowania.

W efekcie jeden z pozwów doprowadził do ​​tego, że Bandera został oficjalnie "zdeheroizowany" - 12 stycznia 2011 roku na stronie internetowej prezydenta Ukrainy pojawiła się następująca informacja służby prasowej Wiktora Janukowycza: "Postanowieniem Sądu dekret prezydencki "O przyznaniu S. Banderze tytułu Bohatera Ukrainy"  został uchylony. Postanowieniem Donieckiego Okręgowego Sądu Administracyjnego z dnia 2 kwietnia 2010 r. został uwzględniony pozew obywatela Olencewicza Władymira Edwardowicza przeciwko prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Juszczence, z udziałem osoby trzeciej - Stepana Bandery - Juniora, o uznane za niezgodny z prawem i uchylenie dekretu prezydenta z dnia 20 stycznia 2010 № 46 "O przyznaniu S. Banderze tytułu "Bohatera Ukrainy". Dekret został uchylony.
Postanowieniem Donieckiego Apelacyjnego Sądu Administracyjnego z 23 czerwca 2010 r. decyzja Donieckiego Okręgowego Sądu Administracyjnego z dnia 2 kwietnia 2010 została utrzymana bez zmian. Decyzja weszła w życie. Dekret traci moc."

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale