8 obserwujących
66 notek
106k odsłon
  260   1

Rosyjskie flagi w Afryce, porażka Zachodu?

Wiadomość o wojskowym zamachu stanu w Burkina Faso (d. Górna Wolta) z 24 stycznia nie mogła zrobić furory w polskich mediach, choć obecność rosyjskich flag nad rozradowanym tłumem w Wagadugu - stolicy tego kraju - mogła wzbudzić jakieś pytania. Ale to już trzeci taki przewrót w okolicy - po Mali i Gwinei - w ciągu minionego półrocza. Francuskie imperium półkolonialne rozpada się, budząc niepokój w Waszyngtonie. Co się dzieje?

Niecałe dwa miesiące temu w Bangi, stolicy Republiki Środkowoafrykańskiej, odsłonięto pomnik żołnierzy rosyjskich, którzy uratowali ten kraj od kompletnego upadku, pomagając armii rządowej i wojskom ONZ odeprzeć nadchodzącą od strony granic z Czadem i Kamerunem ofensywę band zbrojnych, znanych z niezliczonych zbrodni. W Polsce, gdzie pomniki Rosjan raczej się burzy, niż stawia, jeśli ktoś zainteresował się sprawą, to ze względu na słynną z Syrii i Libii rosyjską Grupę Wagnera, bo to ona dostarczyła „instruktorów” miejscowemu wojsku. Grupa nie była bezgrzeszna, ale wygrała wojnę.

image

Pomnik w Bangi, który upamiętnia Rosjan jako obrońców kobiet i dzieci, stał się głośny w całej Afryce, a szczególnie tej frankofońskiej, jako symbol wyzwolenia kraju od neokolonialnego patronatu Francji, który budzi wyraźną, ludową niechęć w krajach Sahelu. Dzieje się tak od początku 2013 r., gdy Francja postanowiła naprawić skutki natowskiej likwidacji państwa libijskiego w 2011 r., w której odegrała pierwszorzędną rolę.

Natowski dżihadyzm

NATO stanęło wtedy po stronie libijskich dżihadystów, by obalić rządy Kaddafiego. Wojna miała kilka motywów, ale dla ówczesnego francuskiego prezydenta Sarkozy’ego, który pchnął wtedy NATO do czynu, miała znaczenie szczególne, gdyż to Kaddafi dziesiątkami milionów euro sfinansował mu prezydencką kampanię wyborczą z 2007 r., w zamian za obietnicę pogodzenia Libii z Zachodem.

image

Francuskie wojsko nad Mali.

Sprawa do dziś ciągnie się za Sarkozym, choć prawie wszyscy libijscy świadkowie wyborczego przekrętu zostali zabici przez NATO lub dżihadystów, z samym Kaddafim na czele. Jednak, oprócz pogrążenia Libii w chaosie i otwarcia euro-kryzysu migracyjnego, skutkiem natowskiej agresji było też rozprzestrzenianie się dżihadyzmu na całą zachodnią Afrykę, aż po Nigerię, dokąd przez Saharę ruszył przemyt broni z rozbitych libijskich magazynów dla Boko Haram. Zbroił się każdy, kto chciał. W Mali Tuaregowie zaplanowali od razu swoje pustynne państwo, a oddziały Al-Kaidy formowały się w kolejnych państwach Sahelu, oprócz Nigru, ściśle pilnowanego przez wojska francuskie i amerykańskie, broniące „swoich” kopalni uranu.

Malijski kocioł

Zaporą na rodzący się tam dżihadyzm miała być operacja wojsk francuskich rozpoczęta w Mali w styczniu 2013 r. Planowano ją na pół roku, by przedłużać do dzisiaj, co zdaniem miejscowych przyczyniło się do niebywałego wzrostu dżihadyzmu i ogólnego spadku poczucia bezpieczeństwa. Rzeczywiście, organizacje wyrosłe z Al-Kaidy i później Państwa Islamskiego rozpleniły się tak, że po wsiach i miasteczkach powstawały najróżniejsze oddziały samoobrony, marginalizując rolę państwa i armii, co się do wzrostu bezpieczeństwa nie przyczyniło.

image

Mali stało się wielkim kotłem z najróżniejszymi oddziałami zbrojnymi: oprócz Tuaregów, dżihadystów, wiejskiej samoobrony, lokalnej armii i tysięcy wojskowych Francuzów, doszły „stabilizacyjne” wojska ONZ (MINUSMA) i jeszcze Takuba - siła europejska utworzona po francuskich naleganiach. Sami Francuzi nie mogli uniknąć oskarżeń o zbrodnie - nie tylko ze strony Malijczyków, ale i ONZ. Na manifestacjach w Bamako francuski prezydent Macron był regularnie porównywany do Hitlera. Zaczęły pojawiać się rosyjskie flagi.

Demokracja? To zależy

W sierpniu 2020 r. pułkownik Assimi Goita, wielbiciel antykolonialisty z Burkina Faso Thomasa Sankary, wszedł do pałacu prezydenckiego w Bamako ze swymi oficerami i żołnierzami, by obalić władzę profrancuskiego prezydenta Keity. W maju zeszłego roku dokonał drugiego zamachu stanu, gdyż nowy cywilny rząd, któremu oddał władzę, ciągle nie mógł sobie poradzić z Francuzami. Odtąd jest prezydentem tymczasowym.

image

Kilka miesięcy później, we wrześniu 2021 w sąsiedniej Gwinei inny pułkownik, wychowanek francuskiej Legii Cudzoziemskiej Mamadi Doumbouya obalił profrancuskiego prezydenta Alphę Condé, by zostać tymczasowym prezydentem, pokazać figę Francuzom i przesłać „braterskie” pozdrowienia do Bamako. Tego samego miesiąca pułkownik Goita zaprosił Rosjan do rozmów, co zaalarmowało Paryż. Najpierw Macron oczywiście potępił wojskowy pucz Goity w imię demokracji, wraz z całą Unią i USA, lecz w Afryce wszyscy wiedzieli, że w kwietniu pojechał do N’Dżameny, stolicy Czadu, by osobiście poprzeć zamach stanu gen. Mahamata Déby, gdyż był to pucz w starym stylu - profrancuski, więc z pewnością nie o demokrację mu chodzi.

Wejście wagnerowców

Goita nie tylko zaczął kupować rosyjskie uzbrojenie, ale i rozmawiać z Grupą Wagnera, która mogłaby zastąpić Francuzów i pomóc w walce z dżihadyzmem. Wagnerowcy byli już obecni w Gwinei, co było nie do zniesienia dla Macrona, więc kiedy w grudniu zaczęły w Bamako lądować ciężkie rosyjskie samoloty - z Moskwy, przez Syrię, z lądowaniem w Libii i przelotem nad Algierią, narobił rabanu. Przed samymi Świętami Unia i USA wyraziły ma się rozumieć solidarność z dawnym imperium francuskim - Amerykanie wzmocnili swoją wielką bazę wojskową w Agadezie (to środkowy Niger - centrum organizacji przemytu afrykańskich migrantów przez Libię do Europy), a Dania zgodziła się wysłać do Mali swe siły specjalne.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale