Zapośredniczenia
Μολών λαβέ.
3 obserwujących
10 notek
8154 odsłony
2595 odsłon

Post-logika czyli o urokach liczenia.

Wykop Skomentuj187

     Od kilkudziesięciu godzin sensacją dnia jest śmiała inicjatywa grupy aktywistów partii rządzącej, aby Sąd Najwyższy, bez żadnego trybu albo w ramach rozpatrywania protestu wyborczego (nie jest to do końca jasne),  nakazał lub przeprowadził w osobach swych ponowne liczenie głosów w wyborach do Senatu w pierwotnie dwóch, teraz już w sześciu okręgach wyborczych. Po co? Politycy PiS sugerują, że podczas wyborów w tych okręgach  oddano zaskakująco dużo głosów nieważnych. Chodzi o okręgi, w których kandydaci PiS zajęli drugie miejsca, przegrywając nieznacznie — o kilkaset czy kilka tysięcy głosów — z kandydatami opozycji.
Przyjrzyjmy się sprawie nieco uważniej.
     Powyżej napisałem, że wniosek w tej sprawie został złożony bez  żadnego trybu, ponieważ obowiązujący i zmieniany przez PiS całkiem niedawno Kodeks wyborczy nie przewiduje ponownego liczenia głosów na życzenie. Dopuszczalnym przez prawo powodem dla wykonania takiej czynności może być jedynie złożenie protestu wyborczego w trybie art. 82 i następnych, pod warunkiem, że zostanie rozpoznany i wszczęte zostanie stosowne postępowanie wyjaśniające. Ale protest przeciwko ważności wyborów, ważności wyborów w okręgu lub wyborowi określonej osoby  można złożyć wtedy i tylko wtedy, gdy istnieje uzasadnione podejrzenie dopuszczenia się przestępstwa przeciwko wyborom, określonego w rozdziale XXXI Kodeksu karnego, mającego wpływ na przebieg głosowania, ustalenie wyników głosowania lub wyników wyborów albo naruszenia przepisów kodeksu wyborczego dotyczących głosowania, ustalenia wyników głosowania lub wyników wyborów, mającego wpływ na wynik wyborów. Tyle.
      "Ustalenie, iż część głosów zostało nieprawidłowo uznanych za nieważne, zaś w rzeczywistości powinny być one uznane jako głosy poparcia dla kandydata KW Prawo i Sprawiedliwość decyduje o tym, że najwięcej głosów uzyskał kandydat KW Prawo i Sprawiedliwość". Dobre, co? Tak napisał we wniosku przewodniczący Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski, który wyrasta na nową gwiazdę niekonwencjonalnej post-logiki, następcę nieodżałowanego Piotrowicza Stanisława. Zapewne w tym fragmencie chodzi o okręg nr 100. Co ciekawe do sposobu liczenia głosów w wyborach do Sejmu przez tą samą komisję Sobolewski żadnych zastrzeżeń nie ma. I dalej:  "Wiadomym jest, że potencjalnie, powyższa przyczyna nieważności głosu jest najczęstszym i najprostszym sposobem ewentualnych naruszeń w kwalifikowaniu głosów jako ważnych lub nieważnych”. Ta powyższa przyczyna to dwa lub więcej krzyżyków przy nazwiskach różnych kandydatów co powoduje, że głos staje się nieważny. Wedle PiS dużo jest kart uznanych za nieważne właśnie z tego powodu.
     No to już konkret. Sprawdźmy zatem. W powszechnie dostępnym Obwieszczeniu Państwowej Komisji Wyborczej o wynikach wyborów do Senatu możemy wyczytać, że odsetek głosów nieważnych wyniósł w skali kraju 2,55% a więc był 2,5 raza wyższy niż w wyborach do Sejmu. I tu ciekawostka: liczba głosów nieważnych z powodu niepostawienia znaku X obok nazwiska żadnego kandydata wyniosła 339 696 a liczba głosów nieważnych z powodu postawienia znaku X obok nazwiska dwóch lub więcej kandydatów – ledwie 136 886. Hm, całe subtelne rozumowanie Sobolewskiego jakby w p***u, o pardon, jest jakby słabo oparte na faktach. 340 tysięcy czystych kartek znalazło się w urnach i nikt nie postawił na nich krzyżyka ku chwale kandydatów KO? To przecież byłby czysty głos za. Za to rzekomo dostawiono 137 tysięcy drugich krzyżyków tylko po to, żeby unieważnić głos oddany na kandydata PiS? To daje manko w wysokości 203 tysięcy głosów. Wszak dostawienie pierwszego krzyżyka jak i drugiego jest równie proste i zajmuje tyle samo czasu. Dlaczego komisje masowo powstrzymywały się od stawiania pierwszego krzyżyka na czystych kartach i gorliwie, śliniąc kopiowe ołówki mieliby stawiać krzyżyki drugie, skoro kartę czystą było niemal trzykrotnie łatwiej znaleźć? Jest-li w tym sens?
     Spójrzmy na ten sztandarowy okręg nr 100. Abstrahując od nazwisk kandydatów (żeby Gawłowski nie zaciemniał obrazu) – wnioskodawcy twierdzą, że było tam zaskakująco dużo głosów nieważnych. Guzik prawda – było 2,44% wobec 2,55% w kraju. Teraz przyczyny nieważności głosów: czyżby były to podwójne krzyżyki? No nie, takich głosów było 767, natomiast czystych kart wrzucono 2 577.
Na marginesie: rekord krajowy w liczbie głosów nieważnych padł - w okręgu nr 37 - Nowy Sącz, odsetek głosów nieważnych wyniósł 10,05%! To oznacza blisko 20 tys. głosów. Nikogo to nie niepokoi, bo wygrał z dużą przewagą  Durlak z PiS-u. Notabene z Kogutem - kiedyś też z PiS-u. Rozkład głosów nieważnych był następujący: z powodu postawienia dwóch lub więcej krzyżyków – 8 591, z powodu niepostawienia żadnego znaku X – 11 236. A tu przecież nie było po co fałszować, bo kandydata z opozycji nie było żadnego. Gdyby, jak chcą niektórzy tutejsi salonowcy, odsetek głosów nieważnych był wskaźnikiem inteligencji wyborców, to sam nie wiem - wszak Nowy Sącz to matecznik PiS-u (65,8% głosów w wyborach do Sejmu). Ja jednak tego poglądu nie podzielam, o czym poniżej.
Z kolei, jeśli idzie o liczby bezwzględne- to przykładowo na warszawskim Mokotowie-Ursynowie-Wilanowie-Wawrze głosów nieważnych było ok. 6 tys. - relatywnie 2,02%.
     Jaki z tego wniosek? Jako się rzekło, liczba głosów nieważnych niekoniecznie świadczy o braku rozgarnięcia. W wyborach większościowych może świadczyć o świadomym oddaniu głosu nieważnego. We wspomnianym okręgu nr 37 zgłoszono tylko 2 kandydatów - Wiktora Durlaka - PiS i Stanisława Koguta - kiedyś PiS. Co z tymi, którzy nie chcieli głosować na PiS? I tak przyszli do lokalu bo głosowali do Sejmu. Czy można się dziwić, że znalazło się blisko 20 tys. wyborców, którzy nie chcieli głosować ani na jednego ani na drugiego i oddali głos nieważny? Z kolei we wspomnianym okręgu warszawskim było troje kandydatów: wiekowa Borys-Damięcka z KO, Jaworski z PiS i Jaruzelska - Lewica. Bez trudu mogło się znaleźć 6 tys. osób, które nie chciały zagłosować na żadną z tych osób.
     Odnosząc się do wniosku-protestu, o którym mowa, Przewodniczący Okręgowej Komisji Wyborczej w Koszalinie sędzia Marek Mazur, w obszarze działania której znajduje się osławiony okręg nr 100 uważa, że "ten wniosek, ten protest wyborczy nie jest zasadny(...) nie zostały sformułowane zarzuty i dowody na poparcie zarzutów". "Twierdzenie jest takie, że mogłyby zostać źle zakwalifikowane głosy nieważne. Niczym nie poparte twierdzenie, nie ma na to żadnych dowodów, więc uważam, że taki protest powinien być pozostawiony bez dalszego biegu(...) w pobieżnej analizie tego protestu nie znalazłem żadnego dowodu wskazującego na to, że ta właśnie komisja źle zakwalifikowała głosy" - stwierdził. Komisarz wyborczy ocenił, że "na 99 procent" w swoim stanowisku do Sądu Najwyższego napisze, że protest jest bezzasadny.

Wykop Skomentuj187
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka