33 obserwujących
566 notek
628k odsłon
  219   0

"Dość tego" Kaczyńskiego - w wykonaniu Morawieckiego

Jarosław Kaczyński, na jednym z konwentów partii, powiedział jednoznacznie i dobitnie "Dość tego"! Słowa te padły w kontekście skandalicznego, łajdackiego i - mógłbym tu jeszcze użyć parunastu innych przymiotników negatywnych, blokowania przez Komisję Europejska, należnych Polsce środków unijnych. Słowa prezesa DOŚĆ TEGO wybrzmiało jak ryk lwa, a ja, skromny żuczek czekam na odzew - przynajmniej trzęsienie ziemi, które całkowicie przemodeluje nasze stosunki z Unią i komisja europejską.

Zawsze mam mieszane uczucia, kiedy muszę pisać źle o którymś z decydentów Prawa i Sprawiedliwości. Sam będąc pisiorem, najzwyczajniej nie chcę dawać argumentów drugiej stronie, tym bardziej, że mam o niej opinię taką, jaką się ma o zdrajcach narodu. 

Co jednak zrobić, jeśli widzi się działania rządu, który non stop, miesiąc po miesiącu, popełnia ten sam błąd, szkodząc Polsce? Co zrobić, jeśli dodatkowo, te działania ukazywane są jako domniemany sukces, wartość dodatnia, a ich całkowicie przeciwstawny efekt,  klajstruje się retoryką sukcesu i nikt z mojej partii nie ma odwagi krzyknąć: "dosyć tego!". W końcu krzyczy sam prezes, ale jego okrzyk nie dotyczy faktu, że rząd z uporem jakiegoś politycznego erotomana, popełnia ciągle ten sam błąd polegający na przytakiwaniu szkodliwym dla Polski, decyzjom Unii Europejskiej, czyli obrazowo - za każdym razem wypina radośnie swój anus pod unijnego fallusa! Sprzeciw Kaczyńskiego dotyczy tego, że unijne urzedasy ciągle nas tym fallusem w wypiętą żyć, szturchają. A, co mają robić, skoro ten gładki, biało czerwony zad do pukania im się ciągle podsuwa, a główny rozwieracz polskich ud, jakim moim zdaniem jest minister Konrad Szymański, dba żeby to pukanie było dla Unii lekkie, łatwe i przyjemne?

Niezwykły, choć kusi aby nazwać go niewiarygodnym, imposybilizm w polityce unijnej, jaki przejawia się w działaniach premiera, czy jest się zatwardziałym pisiorem czy też partyjnym lekkoduchem, woła o pomstę do nieba, a miękkość (miekiszowatość) Mateusza Morawieckiego w kwestii asertywności i dbania o polskie interesy na forum Unii, przywołuje złe myśli i jeszcze gorsze skojarzenia. I można mieć przed oczyma intensywność działań premiera w kwestii pomocy dla Ukrainy, można doceniać jego objazd stolic europejskich, krytykę Niemiec i rajd po polskich powiatach, mający zjednać Prawu i Sprawiedliwości jeszcze więcej sympatyków, ale to i tak wszystko furda, skoro w konfrontacji z Unią Europejską i kłamczuchą Urszulą, Mateusz Morawiecki jak ognia boi się powiedzieć NIE! 

Czy po zapowiedziach Jarosława Kaczyńskiego o końcu polityki uległości to się zmieni? Czy premiera Morawieckiego stać na przewartościowanie i przeorganizowanie swoich unijnych preferencji i zależności? Czy  wreszcie stanie się on panem NIE? (Choć w obecnej sytuacji przykład niezbyt polityczny, ale panem "niet" nazywano byłego ministra spraw zagranicznych ZSRR, Andrieja Gromykę, co by nie mówić , dla swojego kraju wybitnego dyplomatę i polityka), i pokaże unijnym biurokratom, groźną twarz Polski? Nie wiem, czy główny rozchylacz polskich ud mu na to pozwoli?!

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale