Nie wiem kto umieścił dzisiejszą notkę znanej zwolenniczki partii ludzi światłych i nie szukających wszędzie spisków na górze S24. Musiał być to chyba niezły trefniś. Słynna Pani RR-K czasem bierze się za tzw. blogowanie śledcze. Wysnuwa wtedy teorie godne Holmesa, Poirota, por. Columbo i por. Borewicza razem wziętych i zawsze te teorie jej się "sprawdzają". O tu mieliśmy swego czasu mały tego przykład:
takiesobie.salon24.pl/364878,jak-rmf-wyrolowal-renate-rudecka-kalinowska
Dziś oto swym ostrym jak brzytwa umysłem RR-K rozwiązała zagadkę nagłego odwołania ambasadora USA w Polsce. Otóż Lee Feinstein podobno coś zawalił i administracja Obamy będzie musiała się odnieść do petycji w sprawie katastrofy w Smoleńsku zamieszczonej na platformie We the People. Czytamy więc słowa przenikliwe do głębi. Odsłaniają nam one prawdziwą naturę rzeczywistości:
"Jakby tym „zagadywaniem” tematu Janke chciał uniknąć odpowiedzi na narzucające się pytanie: czy odwołanie Feinsteina ma związek z wysłaniem do Obamy petycji wraz z zebranymi podpisami w sprawie zajęcia stanowiska w kwestii powołania międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej.
I co Lee Feinstein „zawalił” w związku z tą sprawą, że aż musiał zostać odwołany?"
"Zatem mamy do czynienia z sytuacją dość niekomfortową dla Białego Domu i niewątpliwie winę za to, że do takiej sytuacji doszło w jakimś stopniu ponosi odwołany ambasador." (wytłuszczenia moje)
renata.rudecka-kalinowska.salon24.pl/433298,petycja-lee-feinstein-pytanie-odpowiedz-stephen-d-mull
Na czym więc polega owa wina i zawalenie? Tak więc ja zrobię swe małe "śledztwo". Czym jest owa platforma We the People? Wchodzi się na stronę Białego Domu:
Z boku, z prawej strony mamy linka do podstrony We the People gdzie można stworzyć lub podpisać petycję do administracji Obamy. To takie narzędzie internetowe do komunikowania się społeczeństwa z administracją amerykańską reklamowane zresztą jako "Twój głos w naszym rządzie". Od momentu stworzenia petycji biegnie miesiąc do czasu zebrania ilości 25 tys. podpisów ustalonych jako liczba graniczna aby należało się do niej odnieść. W przypadku zebrania potrzebnej ilości podpisów administracja Obamy po prostu musi się w jakikolwiek sposób odnieść do takiej petycji.
I to wszystko.
Jak więc niby Lee Feinstein mógł zapobiec złożeniu petycji na temat Smoleńska co jest powodem jego odwołania wg Detektyw Renaty?
Miał wyłączyć internet na całym świecie do 5 lipca bo taki był termin zebrania wymaganej liczby podpisów?
Miał spowodować zakaz publikowania informacji o tej petycji w Polsce żeby wredne mohery jej nie podpisywały?
Miał zasugerować Obamie likwidację platformy We the People? (w czasie kampanii wyborczej strzał we własną stopę).
Ponieważ powyższe propozycje raczej nie wchodzą w grę pozostaje najgorsze co może być. I tego tropu Detektyw Renata nie podjęła w swej budzącej ogólny podziw przenikliwości. A ja nie zawaham się go podnieść ;)
Otóż były ambasador USA w Polsce Lee Feinstein to zakamuflowany PiSowiec i za to tak naprawdę został odwołany.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)