tambylecpiefkej tambylecpiefkej
34
BLOG

Obniżamy koszty wycieczek cz.2

tambylecpiefkej tambylecpiefkej Podróże Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

OD AUTORA:Przepraszam czytelników za dłuższą nieobecność. Niestety po ostatniej wiekszej burzy mam problemy z internetem, jest słaby odbiór. Wg dostawcy usługi mogę mieć takie problemy jeszcze conajmniej do 5 września. Dlatego jeszcze raz przepraszam.

Obniżamy koszta wycieczek cz2.
Na początku trochę wyjaśnień odnośnie komentarzy:
Oczywiście wiek naszych milusińskich, w którym zaczynają być nad wyraz dorośli to jak najbardziej rzecz umowna i zależna od cech indywidualnych. Ja podaje wiek uśredniony. W kwestii Eko i biopamiątek to wyjaśniam, że chodziło mi o niechciane ciąże naszych pociech. W końcu już słyszeliśmy o 13-stoletnich mamusiach i zapewne, żadne z nas niechciałoby sprawdzać czy to możliwe w wykonaniu właśnie naszych dzieci i to bez względu czy mają one dopiero 12 czy niespełna 18 lat. A w dzisiejszych czasach sex wśród młodzieży jest tak powszechny, że aż trudno uwierzyć. Opiekuje się 12 i 11 letnimi córkami mojej żony z jej poprzedniego małżeństwa i chociaż wydają się być nieuświadomione w tym temacie, to jednak w mig kumają każdy ukryty w zdaniu tekst o podłożu seksualnym. Słuchając ich uważnie, łatwo się zorientować, iż posiadają sporą wiedzę na temat seksu i pochodzi ona ze szkoły, podwórka i Internetu, a jednak nie znają podstawowych zasad bezpieczeństwa i niewiedzą nic o rzeczywistym ryzyku istniejącym na zabawach, dyskotekach i wycieczkach. Wychodzą z prostego założenia prezentowanego przez każdego nastolatka: „To mnie nie dotyczy, to jakiś chłopak (dziewczyna) z całkiem innego miasta, innej szkoły…” itd. Dlatego bezprzerwy upominam swoją małżonkę, by starała się utrzymywać dobre stosunki, ze swymi córkami, nigdy nie krzyczała nawet, gdy zrobią coś bardzo złego i za każdym razem starała się wytłumaczyć, o co w tym wszystkim chodzi. I nawet, jeśli robi to w nie najlepszym stylu, to ważniejsze jest, że w ogóle to robi. Ale to już inna kwestia. W moim blogu ekopamiątka jest wtedy, gdy jej po prostu niema, czyli na szczęście nic się nie stało. Biopamiątka to przeciwieństwo, czyli zasadniczo tragedia, bo wtedy nasza pociecha zaczyna wchodzić przedwcześnie w dorosłe życie i zaczyna się ten cały związany z tym koszmar. A hybryda Eko i biopamiątki, czyli wspomniana nieekobiopamiatka to wtedy, gdy nasz nastoletni synek stanie się młodocianym ojcem, ale własne dziecko będzie widział tylko czasami, zazwyczaj raz na tydzień lub miesiąc o ile sam będzie tego chciał i wtedy ma ekopamiątke, czyli bobasa, którego nie czuć, nie widać i nie słychać tylko jak jest z mamusią. Zatem posiada trwałą biopamiątke na którą trzeba będzie płacić alimenty. I do osiągnięcia wieku, którym sam będzie mógł zarabiać, to płacić je muszą rodzice chłopca, ale to już zawiłości prawa i kwestia porozumienia pomiędzy rodzicami młodocianych rodziców.
No dobra, chyba się za mocno rozpisałem i za bardzo odbiegłem od tematu przewodniego, czyli o tańszej turystyce z lekką dozą humoru.
Poprzednio wspomniałem, iż opiszę, jaki typ zakwaterowania wybrać, jak zamawiać w lokalach gastronomicznych i kilka innych drobnych informacji. Dzisiaj o zakwaterowaniu. Jednak zanim zacznę, to proszę czytelników tego bloga, odpowiednio się ustosunkować do tego, co piszę. Ponieważ mój sposób myślenia wynika z mojego charakteru i doświadczeń, a przecież nikt nie musi podzielać mojej opinii.
A więc wybierając się na długo oczekiwaną wycieczkę, pierwszą rzeczą, od której zaczynamy jest wybór formy noclegu. Oczywiście najtaniej wyjdzie pod namiotem, lub w przyczepie kempingowej, ale zdecydowanie we własnej, lecz to dotyczy wyjazdów raczej w plener. No i oczywiście łatwiej nam będzie pobaraszkować ze swoją drugą połową no, bo swoim ewentualnym pociechom można znaleźć jakieś interesujące zajęcie z dala od nas. Jedynym minusem może być fakt, że po tym będzie trzeba wyciągać mrówki z tego i owego. Gdy jednak jedziemy zwiedzać architekturę miejską, bądź nad morze lub w góry czy podobnie, zazwyczaj pozostaje nam wybór jakiegoś lokalu wynajmowanego. Oczywiście i nad morzem i w górach można znaleźć pole biwakowe, ale ze względu na spore zainteresowanie tymi ośrodkami turystycznymi to rezerwacja takiego miejscu musi nastąpić ze sporym wyprzedzeniem. W komfortowej sytuacji znajdą się osoby, które w pobliżu miejsca docelowego swojej podróży, mają jakąś rodzinkę lub przynajmniej znajomych i mogą liczyć na darmowe lokum, a w najgorszym razie za skromną opłatą.
Niestety większości podróżnikom pozostaje skorzystać z ogólnie dostępnych miejsc noclegowych w hotelach, hostelach, schroniskach, ośrodkach czasowych lub w kwaterach prywatnych. Ja ze swej strony zdecydowanie promuje te ostatnie. Zazwyczaj pokoje wynajmowane prywatnie u ludzi są w rzeczywistości najtańsze. W najgorszym razie trafimy na nazbyt wścibskiego właściciela. Ale jeżeli będzie posiadał seksowną córeczkę i to na wydaniu to, chociaż oko będzie można nacieszyć, a co sprytniejsi nie tylko oko nacieszą. Poza tym takie kwatery można znaleźć nawet w ostatniej chwili. Nawet, jeśli po wprowadzeniu się do takiego pokoju znajdziemy trochę brudu, czy też będziemy mieli jakieś inne zastrzeżenia to przy stosunkowo niskiej cenie za wynajem, jesteśmy to wstanie łatwiej przełknąć. Ale zalecam jeden warunek przy wyborze takiego lokum. Właściciel powinien oferować się m.in. przez Internet, a prawdziwym sukcesem jest, gdy posiada własną stronę. Ten warunek nie jest konieczny, jeśli adres mamy z polecenia dobrego znajomego. Jeśli jednak sami szukamy sobie pokoju to zdecydowanie oferta internetowa może nam pomóc. Z prostej przyczyny: opinie. Musi być ich w miarę dużo i trzeba sprawdzać czy styl składania zdań się różni, co będzie wskazywać na to, że pisało je wiele osób. I co ważniejsze; osoby, które ogłaszają się na Internecie, są nastawione bardziej na zysk ze swego mieszkania i wtedy są też bardziej skłonne iść na ustępstwa z klientami, w większym stopniu starają się zadowolić przyszłych klientów i dbają o swoją renomę. Wtedy też możemy się spotkać z miłą niespodzianką i trafić na pokoje z osobnymi łazienkami, a nie wspólnymi dla wszystkich pokoi. Wspólne są zazwyczaj tylko kuchnie. Gdy sam pierwszy raz wynajmowałem przez Internet taki właśnie pokój, to początkowo bardzo się bałem zwłaszcza, że nie posiadałem sporego zapasu gotówki, a na głowie miałem zapewnienie noclegu sobie, mojej żonie, jej dwóm córkom i mojemu półtorarocznemu synkowi, ale miło zostałem zaskoczony. Pokój na 4 osoby posiadał osobną łazienkę, był czysty i przestronny. Właścicielka nigdy nie wchodziła nam do pokoju przez cały okres wynajmowania, co było ważne głównie dla dziewczyn, które są uczulone na punkcie oglądania ich bielizny przez obce osoby.
Oczywiście zalecam, aby ewentualne przedpłaty na takie lokum były raczej niskie, bo jednak ryzyko oszukania istnieje. Ja wpłaciłem 150 złotych zaliczki i tuż przed wyjazdem przeżyłem chwilowy szok, gdy kontrolnie zadzwoniłem na dwa dni przed ruszeniem w drogę, w celu potwierdzenia rezerwacji. Głos w słuchawce poinformował mnie, że przecież już tam jestem. Pierwsza moja myśl: „ktoś mnie naciągnął na te 150 zł”. Ale dopiero po nieco dłuższym wyjaśnianiu wszystko dobrze się skończyło. Okazało się, że problem wynikł ze zbieżności nazwisk z innym klientem, a mój pokój czekał na mnie.
Dodatkową, ważną zaletą takich pokoi jest fakt, że rzadko trafiają tam, a nawet wcale klienci z panienkami poznanymi na godziny. Gdy jesteśmy z gromadką dzieci, widok roznegliżowanej pani, niewybrednych scen czy w końcu niedwuznaczne odgłosy zza ściany mogą być nieco krępujące. Natomiast codziennością są takie sceny w hotelach, hostelach, motelach (szczególnie) i niestety w zdarza się to także w schroniskach. Może dla nas facetów to całkiem niezły widok, ale tylko pod warunkiem, że nasze żony akurat nie patrzą, bo w przeciwnym razie coś nam nagle może się przydarzyć.
Oczywiście ochotnicy mogą sprawdzać jak to jest na prywatnych kwaterach, które nie są w żaden sposób rozreklamowane poza małą karteczką na najbliższym drzewie. Nie mówię, że na pewno będzie źle, wręcz przeciwnie, istnieje wysokie ryzyko, że traficie na idealne miejsce letniskowe, ale takie samo jest prawdopodobieństwo jest, że przytrafi wam się przygoda rodem z serialu „Kogiel-Mogiel”. Na pytanie letniczki o toaletę, właścicielka, sędziwa babcia odpowiada, że takowa i owszem jest i nawet ją pokazała… Także, jeśli ktoś oglądał ten serial to powinien wiedzieć, co było dalej. No, ale każdy jest panem swojego losu i doświadczeń w życiu nigdy dość.
Natomiast, jeśli ktoś nie chcę korzystać z prywatnych kwater, to jak najbardziej powinien szukać pokoi w różnych ośrodkach wczasowych, schroniskach młodzieżowych, czy też w hostelach. Zasadnicza różnica pomiędzy pokojami w prywatnych domkach, a tymi obiektami poza ceną polega na podejściu do klienta. Kontakt obsługi z gośćmi w wymienionych obiektach jest zazwyczaj bardziej bezosobowy. No chyba, że ktoś jest duszą towarzystwa i nawet z wrogo nastawionego portiera potrafi zrobić sobie przyjaciela. Ale też należy pamiętać, że w tychże punktach pracujący tam zespół ludzi nazywający się dumnie z angielska room servisem, oczekuje od gości napiwków, a te kłócą się z promowaną przeze mnie ideą obniżania kosztów podróży. Nawet, jeśli obiekt nie posiada tego room serwisu to i tak jest trudniej cokolwiek załatwić. Pamiętam, gdy sam przebywałem w takim ośrodku, to, aby poprosić o papier toaletowy, musiałem stanąć w kolejce, a gdy w końcu już poprosiłem to i tak musiałem chwilkę odczekać aż ktoś zechce ruszyć swój tyłek i uzupełnić ów brak. Dobrze, że nie miałem biegunki i że moja potrzeba nie była wywołana żartem koleżków. Ale były też i całkiem niezłe plusy pobytu w tymże przybytku. Łazienka była wspólna dla kilkunastu pokoi, więc wieczorem można było się niby to przypadkiem przejść po korytarzu i całkiem przypadkiem trafić na niezłą laskę, która właśnie wychodziła spod prysznica. Okryte tylko ręcznikiem były lepsze od scen prezentowanych w telewizorni. Gorzej jak któraś posiadała prywatnego ochroniarza i do tego dosyć zazdrosnego.
Doskonałą alternatywą są ośrodki wynajmujące całe domki dla wczasowiczów. Ceny wyższe niż w kwaterach prywatnych i niestety również wyższe niż w wymienionych wyżej obiektach. Ale są opłacalne, gdy się je wynajmuje grupowo. Jeśli jednak jedziemy tam w gronie rodzinnym to oczywiście główny koszt spada na głowę domu, ale można się tam poczuć jak u siebie i to w dodatku jakby się dopiero zaczynało swoje życie. Surowe warunki wiele mogą uczynić.
Hotele i motele to raczej dla zamożniejszej części czytelników, ale i raz w życiu można i tam spróbować…zbankrutować.
Oczywiście tak naprawdę wszystko zależy od właściciela danego lokum czy będziemy miło wspominać, czy też nie. Niestety nie ma większego wpływu na zachowanie się innych jego klientów. Moja żona, która pracuje w hotelu była ostatnio świadkiem niewybrednej sceny, gdy jeden z gości się rozebrał i biegał po obiekcie, tak jak go najwyższy stworzył. Komu się to podobało to już jego sprawa. Jednak nam jako klientom tych lokali pozostaje tylko odpowiednio rozreklamować dany obiekt, stosownie do stopnia zadowolenia jakiego tam doznaliśmy.
Następnym razem oszkaluje gastronomię. Pozdrawiam.

facet z zasadami

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości