Poprzednio napisałem, że w gastronomi nie istnieje słowo promocja, ani żadna jego odmiana. A dlaczego? To proste.
Podstawowy produkt gastronomiczny to towar o bardzo krótkim terminie ważności. Produkty żywnościowe są towarami, które muszą zostać spożyte w jak najkrótszym terminie od ich przygotowania. I ich przechowywanie odbywa się tylko w przystosowanych do tego celu magazynach i spiżarniach, a lokalne punkty gastronomiczne raczej nieposiadają takowych. Oczywiście z wyjątkiem restauracji, które mają jakieś pomieszczenie przeznaczone na spiżarnie, ale i tu doskonałe warunki przechowywania mają tylko niektóre produkty.
Takie spiżarnie w większości lokali gastronomicznych są dosyć często otwierane, a zatem i warunki, w jakich powinny być przechowywane się często zmieniają. Dlatego rzeczywistym zadaniem takich pomieszczeń jest tworzenie złudzenia prawidłowego funkcjonowania lokalu. Ponadto pamiętajmy, że właściciel zamawia tyle towaru ile przewiduje, że danego dnia mu zejdzie. Ale oczywistym faktem jest, że w praktyce klienci są wybredni i zazwyczaj już po kilku pierwszych godzinach wiadomo, czego i ile może zostać, a czego zabraknie. Raczej trudno myśleć o zamawianiu w południe np. dodatkowego świeżego chleba. Można, ale raczej będzie on już nieco starszy. Natomiast w przypadku tych produktów, które prawdopodobnie zostaną na składzie, to już w południe szuka się sposobu na ich upłynnienie. Niemniej jednak zawsze na koniec dnia część zamówionych produktów spożywczych pozostaje.
I co w takim układzie ma począć ten poczciwy właściciel tego przykładowego Fast food’a? Jeśli jest uczciwy, to jak najbardziej pozbędzie się w sposób prawidłowy tych resztek, ale większość tych osób wybierze inną metodę. Najprościej rzecz ujmując, takie resztki najlepiej jest zmielić i użyć w formie farszu do innych potraw, a żeby klient był mniej czujny, to stosuje się wtedy wszelkiego typu promocje, nagrody lub coś w tym rodzaju. I nie ma od tej zasady wyjątku. Im większy jest obiekt gastronomiczny, czy nawet cała sieć, tym w większym stopniu oszukuje swoich klientów. Z tą tylko różnicą, że ci więksi mają większą wprawę i lepsze środki do tego celu.
Inną istotną kwestią, na którą należy zwracać szczególną uwagę, to wygląd samego obiektu gastronomicznego i nie chodzi mi teraz o czystość, ale o styl, a w zasadzie technikę wabienia klientów. Z własnego doświadczenia zauważyłem, że lokale o oryginalnym wystroju, lub przynajmniej specyficznej obsłudze (np. stroje pracowników), podają w rzeczywistości również i lepsze posiłki, choć niestety też droższe. Przyznam też, że w ostatnim czasie spotykałem coraz więcej wyjątków od tej zasady, ale to już osobna kwestia. Zawsze się zastanawiałem jak to funkcjonuje? Przecież oczywiste jest, że w taki wystrój właściciel musi więcej wyłożyć swoich funduszy i doskonała, jakość potraw też wiąże się z większymi wydatkami, a ze względu na wyższe ceny trudno liczyć na większe dochody. Może to kwestia prestiżu, co by znaczyło, że właściciel po prostu dba o swoją reputację, a może to kwestia doskonałych układów właściciela, co też by wiele wyjaśniało. Niewiem. W każdym bądź razie polecam tego typu punkty.
Ale, ale. Uważni czytelnicy zauważą, że przecież ten blog miał dostarczać informacji jak obniżać koszta wycieczek, a nie promować coraz to droższe lokale. Ale to naprawdę jest to porada, jak obniżyć koszta. Pamiętajcie, nie zawsze taniej oznacza, że naprawdę będzie taniej. Przykładowa słodka bułka za 1,2 zł może w końcowym efekcie być droższa o tej za 2 zł. Po pierwsze tańsze, oznaczają również gorsze przygotowanie, gorsze półprodukty, lub przynajmniej gorsze przechowywanie, co później może wpłynąć na nasze zdrowie, a wtedy do ceny tejże bułeczki za 1,2 zł będzie trzeba doliczyć cenę leków na żołądek i w przyszłości koszty wizyt lekarskich i ewentualnego leczenia. Dlatego w przypadku żywności nie ma, co wybrzydzać, ale można próbować skorzystać z przedstawionych tutaj uwag, gdy w czasie swojej wycieczki, znajdziecie się w pobliżu dwóch podobnych lokali. Wtedy należy wybrać ten, który w większym stopniu odpowiada moim sugestiom.
Ale to były w zasadzie podstawowe informacje o formie wyboru lokalu, a nie o samych cenach w tych punktach. Natomiast będąc już w środku można próbować zminimalizować swoje koszta, stosując porady, które podałem we wcześniejszych częściach. Zatem, gdy chcecie posmakować jakiegoś miejscowego smakołyku, należy dodatkowo zamówić coś sytego, dla dorosłych to będzie piwo, dla dzieci niezdrowe napoje gazowane, a dla całej rodziny ziemniaki, czy krewetki.
Podam przykład z własnego życia. Będąc kiedyś nad morzem, nie pamiętam nazwy miejscowości, postanowiłem spróbować kotleta z rekina. Mały kawałeczek kosztował razem z dodatkami (jakimiś surówkami) ok. 50 zł. Niestety nie zamówiłem ani ziemniaków ani innych potraw sytych, których koszt wyniósłby mnie góra 5-6 zł. Nie mogłem też napić się piwa, bo akurat byłem kierowcą. Dlatego po wyjściu z lokalu nadal byłem głodny i kolejna potrawa w kolejnym punkcie kosztowała mnie następne 15 zł. Czyli przepłaciłem ok. 9-10 zł.
Zatem, ostatecznie podsumowując temat gastronomi na wycieczkach, to po prostu należy próbować zamawiać takie produkty, które szybko zaspokoją nasz głód. Na wybór lokalu mamy mniejszy wpływ, choć rzeczywiście jakoś tam możemy sobie z tym radzić. Dużo gorzej jest ze słodyczami dla dzieci, ponieważ tu nie ma takich, które szybko zapełniły ich żołądki. Przynajmniej ja takich nie znam. Na pewno nie ma też tak słodkich ciast, tortów czy placków, które by załatwiły sprawę, chociaż tu bym polemizował, ponieważ gdy byłem mały, na własną komunię przypadkowo wpadłem do domowej spiżarni i z radości wciągłem dwa całe torty. Na koniec mnie tak zemdliło, że przez najbliższe 10 lat nie chciałem żadnych słodyczy, poza cukrem w herbacie. Ale obserwując dziś własne małolaty zauważyłem, że im więcej słodkiego dostają tym więcej mogą tego wchłonąć. Na szczęście moje ostatnie kłopoty finansowe nieco poprawiły sytuację.
W każdym bądź razie najlepszą metodą na gastronomię jest własne doświadczenie.
Następny temat to transport.
Pozdrawiam.
Inne tematy w dziale Rozmaitości