Jeśli wierzyć Gazecie Wyborczej, Donald Tusk zaproponował, by połowa "jedynek" na listach wyborczych PO była obsadzona przez kobiety. Premier odpowiedział w ten, co prawda, cząstkowy sposób na żądania Kongresu Kobiet Polskich, który domagał się 50-procentowego parytetu na listach wyborczych.
Jeśli to prawda, premiera Tuska dopadło uzależnienie od poprawności politycznej, które każe mu podejmować decyzje tyleż nieracjonalne, co sprzeczne z jego dotychczasowymi liberalnymi poglądami. No bo jakiż to odłam liberalizmu każe konstruować listy wyborcze nie według tego jakie kto ma umiejętności, zdolności i kompetencje, tylko tego, czy jest kobietą czy mężczyzną?
Ciekawe co będzie dalej. Czy doczekamy się parytetu dla łysych, okularników, posiadaczy psów oraz hodowców kanarków, którzy przecież też stanowią poważną siłę w społeczeństwie? A może skład list wyborczych powinien być determinowany danymi z ostatniego spisu powszechnego? Jeśli np. rozwodnicy stanowią 30% społeczeństwa (strzelam), to powinni być w tej samej proporcji reprezentowani na listach wyborczych! Można pójść jeszcze dalej - posiadacze telefonu komórkowego marki Sony Ericsson na pewno stanowią pokaźną grupę - czyż nie powinni mieć odpowiedniej reprezentacji w parlamencie, Panie Premierze?
Jeśli zatem jesteś rozwiedzioną, łysą kobietą w okularach, która ma w domu psa i kanarki, a także korzystasz z telefonu wyżej wymienionej marki, masz zapewnioną "jedynkę" na liście PO ;-).
43
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze