Właśnie przeczytałem wiadomość, że Marcin Leśkiewicz nie będzie już prowadził "Wiadomości" TVP, bo jest "słabo rozpoznawalny i nie przywiązał do siebie widowni". Cóż, nie należał do moich ulubieńców, ale tak sobie myślę, że kryteria oceny dziennikarzy zmieniły się chyba w ciągu ostatnich kilkunastu, może dwudziestu, lat.
Kiedyś wzorem było BBC, a więc rzetelność, dystans i obiektywizm. Jeżeli dziennikarz spełniał te warunki, był określany jako "dobry". Dzisiaj to nie wystarczy, a czasem mam wrażenie, że wręcz przeszkadza. Współczesny prezenter wiadomości ma stroić miny, intonować tak, jakby opowiadał bajkę o Czerwonym Kapturku i podrygiwać przy akcentowanych sylabach. Taki właśnie wzór dziennikarstwa zaszczepiła w polskim telewidzu np. pani Pochanke. Za nią poszli inni prezenterzy, zarówno z telewizji komercyjnej, jak i publicznej.
Dzisiaj nie jest ważne czy wiadomości, które są przekazywane, są istotne dla ogółu. Nie jest też ważne czy są przedstawiane obiektywnie. Ba, czasem nawet nie ma większego znaczenia to, czy są sprawdzone. Ważny jest przekaz. Oglądając "Fakty" mam wrażenie, że informacje są redagowane w taki sposób, żeby oszołomić widza. Wstęp musi zawierać tyle wodotrysków (nieważne, że jest mało zrozumiały i bardzo luźno związany z istotą wiadomości), że widz przez następną minutę (kiedy przekazywane jest "nudne" sedno sprawy) rozwiązuje zadany mu kalambur. Jeśli widzowie coś z wiadomości zapamiętali - obojętnie czy jest to jąkający się polityk czy nagi biust - to już jest dobrze. Oczywiście dobrze dla oglądalności, czyli zysków. I to jest smutne.
Winą za taki stan rzeczy należy w dużym stopniu obarczyć telewizję "publiczną", która przez wszystkie lata trzeciej RP (istniejącej do dzisiaj, wbrew mylonej numeracji) nie wypracowała wzoru dziennikarstwa na miarę BBC. Nie można tego było wymagać od telewizji komercyjnych, które - jak wiadomo - walczą o reklamodawców, a dopiero potem o standardy. Brak zaufania do przekazywanych przez państwową (nie mylić z publiczną) telewizję spowodował, że telewidzowie masowo przerzucili się na "Fakty", a w mniejszym stopniu na "Wydarzenia".
Częściowym usprawiedliwieniem telewizji "publicznej" jest to, że zjawisko "małpiego" dziennikarstwa rozpowszechnia się na całym świecie, dotykając również BBC.
Może jestem staroświecki, ale tęsknię do czasów, gdy wierzyłem w to, co mówił prezenter BBC. Teraz podświadomie kalkuluję na ile dany news oddaje rzeczywistość, a na ile jest napompowaną sensacyjką.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)