Właściwie powinienem napisać "patalogiczna" - zgodnie z wymową panującą w Pałacu Prezydenckim.
Wczorajsza szopka Samoobrony tylko potwierdza, że w koalicji jest jak w rodzinie patologicznej: żona codziennie rozpowiada na podwórku, że mąż chleje i ją bije i że ona tego dłużej nie wytrzyma i od niego odejdzie, ale po pierwszym, kiedy mąż przynosi wypłatę, wszystko wraca do normy. Dziecko (LPR) siedzi cicho, żeby nie dostać w ucho, chociaż też ma tego wszystkiego dosyć i kombinuje, że jak już będzie dorosłe, to się odgryzie. Mąż trzyma rodzinkę "za mordę", a na podwórku rozpowiada, że żona się źle prowadzi i że on jej na siłę trzymać nie będzie. Raz na jakiś czas (np. na święta) wszyscy jadą do wujka do Torunia i udają, że wszystko jest w porządku i że "trzeba to wszystko jakoś ułożyć dla dobra wspólnego".
I tak sobie trwa ta rodzinka, podwórko już dawno przestało się nią interesować, tylko dobiegające z mieszkania krzyki powodują, że wielu sąsiadów postanowiło się wyprowadzić. Niektórzy liczą na rychłą eksmisję przykrej rodzinki.



Komentarze
Pokaż komentarze