Jarosław Kaczyński postraszył moherową część swojego elektoratu rzekomą "proniemieckością" Platformy Obywatelskiej. Jeśli ktoś miał wątpliwości czy wybory na pewno odbędą się jesienią, to już tych wątpliwości mieć nie powinien, bo wyciąganie dziadka z Wehrmachtu stało się dla PiS-u nieodzownym elementem kampanii wyborczej.
Co prawda poprzednim razem Kurski za tego dziadka wyleciał, ale chyba zaraz potem liderzy PiS-u zrozumieli swój błąd i przyjęli go z powrotem. Myślę nawet, że Kurski powinien domagać się oficjalnych przeprosin. W końcu to dzięki niemu ostatnie nieprzekonane jednostki z grupy słuchaczy jedynie słusznego radia zostały przekonane, że nie wolno głosować na PO.
A tak poważnie, cała ta sprawa równie szeroko komentowana jest za granicą, jak w Polsce. I tu się zaczyna problem. Wiadomo nie od dziś, że Rosji zależy na jak najgłębszych sporach Polski z pozostałymi członkami Unii Europejskiej (vide sprawa mięsa). Putin robi wszystko, żeby Europa odniosła wrażenie, że Polska nie pasuje do reszty, więc trzeba ją dla świętego spokoju "oddać" z powrotem pod wpływy rosyjskie. Premier Kaczyński - chcę wierzyć, że nieświadomie - stał się sojusznikiem Putina. Co rusz wymyśla nowy powód do niepochlebnych komentarzy w prasie niemieckiej. Oczywiście trzeba jasno powiedzieć, że część tych komentarzy jest - delikatnie mówiąc - przesadzonych, ale to, co wymyślił ostatnio na pewno nie poprawi wizerunku Polski w Europie.
W tym sensie Prawo i Sprawiedliwość - czy się do tego przyznaje, czy nie, jest partią prorosyjską. Krok po kroku realizuje aktualne polityczne cele Putina na terenie Polski. Jeszcze kilka takich wypowiedzi, a Europa uwierzy, że Polska nie potrafi utrzymywać normalnych stosunków z Niemcami.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)