Po obradach Konferencji Episkopatu Polski stało się jasne, że zwolennicy linii Radia Maryja mają tam trwałą przewagę, a T. Rydzyk może śmiało uprawiać swoją politykę. Większość biskupów albo rzeczywiście przyznaje toruńskiemu redemptoryście prawo do działalności politycznej na dużą skalę, albo udaje, że problemu w ogóle nie ma.
Pytany o zarzuty wobec Radia Maryja biskup Michalik stwierdził, że "jeśli zarzuty są ogólne, to muszą być dowody". Dowód był nadawany na falach Radia Maryja w chwili, gdy biskup wypowiadał te słowa: radio Rydzyka od rana transmitowało konwencję PiS-u. Koronnym argumentem obrońców radia była zawsze "działalność ewangelizacyjna", za którą zresztą Episkopat w swoim czasie dziękował. W sobotę było widać, że nie jest to główne zadanie tego radia - ewangelizacja zeszła na dalszy plan w chwili, gdy do swoich zwolenników miał przemawiać przywódca partii rządzącej. Naiwni słuchacze, którzy włączyli swoje odbiorniki np. o godz. 15, licząc na wspólną modlitwę (Koronka do Miłosierdzia Bożego), mieli okazję wysłuchać "ewangelizacyjnego" przemówienia ulubieńca ojca dyrektora. Jakich "dowodów" potrzebuje jeszcze bp Michalik? Wystarczy posłuchać tego radia!
Wydaje się, że sytuacja jest beznadziejna. Biskupów, którzy mają odwagę głośno mówić o swojej dezaprobacie dla działalności T. Rydzyka jest niewielu. Co jeszcze musi się zdarzyć, żeby biskupi otrzeźwieli? Jak mam o swoim biskupie mówić, że to MÓJ duszpasterz (chociaż akurat w moim przypadku nie mam się czego wstydzić - jest nim abp Nossol), jeśli jawnie lub przez "zamiatanie pod dywan" przyczynia się do kompromitacji polskiego Koscioła?
Jan Paweł II, podczas wizyty w jednym z krajów Ameryki Łacińskiej, zamiast podać pierścień do pocałowania jednemu z księży - zwolenników tzw. teologii wyzwolenia, pokiwał mu palcem. Szkoda, że nikt z hierarchów Kościoła nie ma dość odwagi, żeby pokiwać palcem Tadeuszowi Rydzykowi.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)