16 obserwujących
151 notek
185k odsłon
  147   1

Refleksje na Dzień Niepodległości

Proponuję kiedyś zrobić następujący eksperyment: do naczynia z wodą przelewamy trochę innej cieczy. Na początku całość się wzburzy, może spieni czy będzie falować, a potem wyrówna, przejmując cechy pozytywne i negatywne obu substancji.

Wczoraj oglądałem sobie następujące video:


Jak autor ładnie zauważył, w latach 90-tych XX-wieku produkowano wiele takich specjalistycznych urządzeń. Sam pamiętam, jak po otwarciu granic sprzęt i oprogramowanie i cały know-how wprost przelewały się w obie strony.

Dzisiaj niektórzy cynicznie mówią, że skierowanie do nas ludzi chociażby z Afryki wywoła podobny efekt -  jakiś efekt jest, ale czy taki, że od nich spłynie na nas mądrość i lepsze geny? Tysiące przykładów pozwalają twierdzić, że przybysze głównie przyjeżdżają i myślą wyłącznie o braniu (nie dotyczy to 100% populacji, ale znaczącej wielkości).

Obecnie całe to mieszanie się wypracowanego w PRL majątku i zachodniego „style of life” jest zakończone – mamy zachodnie karty płatnicze, pijemy Colę, jeździmy Volkswagenami, itp. Wielu z nas nie chce przy tym myśleć o złych trendach takich jak otyłość (i drastyczny spadek jakości jedzenia) albo promowanie wątpliwych wzorców piękności. Nie chciałbym może tu promować konkretnych kanałów, ale np. dużo niewygodnych ciekawostek o firmach pokazuje chociażby Cała Prawda.

Czy rzeczywiście chcemy tego wszystkiego? I czy mają rządzić u nas Karyny w rozmiarze +++? (to te, które pompują koła gazem propan-butan albo chcą zatankować Teslę benzyną ewentualnie cały czas bredzą o równości i dyskryminacji)

Elyty u władzy wiedzą, że ich czas się kończy – mamy jeszcze ciągłe bazowanie na nazwiskach konkurentów (tj. Tusk / Kaczyński), ale odklejenie się od rzeczywistości rządzących jest wprost gigantyczne, a różni działacze robią się zbyt starzy. Gdy byłem mały, to czytałem o cesarzach w Rzymie, którzy kazali żołnierzom uderzać mieczami w wodę albo stawiali konie powyżej senatorów. Dzisiaj mamy do czynienia z tym samym, i chyba tylko mało myślący człowiek jest w stanie przyjąć, że Kaczyński dopiero teraz zorientował się, że kraj nie jest w najlepszej kondycji. Słowa o tym, że Polacy w żadnym wypadku nie są łupieni (Obajtek), albo że Polki nie rodzą ze względu na alkoholizm (Kaczyński) wyglądają co najmniej niepoważnie, szczególnie, że 500+ uważane jest przez wielu za źródło finansowania patologii. W niektórych rzeczach za to ziarno prawdy jest, nie zmienia to jednak faktu, że w każdej dziedzinie życia daliśmy miejsce pasożytom, którzy biorą od nas energię czy pieniądze w zamian za nic.

Czy potrzeba tylu polityków? Czy musimy płacić wszystkie ukryte prowizje instytucjom finansowym? Czy musimy zwiększać zyski koncernów spożywczych, którzy bazują na sprzedaży cukru, aspartamu, oleju palmowego albo co gorsza wyciągu z liści koki? Czy konieczne jest wymienianie komórek co rok?

O wielu rzeczach się nie mówi albo obecnie szufladkuje jako teorie spiskowe, tymczasem np. taki Pfizer mówi, że „szczepionka” na COVID (cokolwiek to teraz nie znaczy) będzie źródłem ich zysku na długie lata.

I tak to się kręci – państwo przerzuca odpowiedzialność za węgiel na innych, lekarze chcą zarabiać na ciągłym leczeniu (dodatki COVID-owe były wprost genialne i często trafiały do różnych cwaniaków), państwo na łatwych mandatach (obecny hit to podobno szukanie tych, którzy kupili coś tanio na Allegro, i wlepianie im nieumyślnego paserstwa), Orlen na marżach, itp.

Putin dosyć sprytnie zagrał na słabościach świata zachodniego, Polska również do niego obecnie należy i jest poniekąd zagrożona bardziej niż nam się wydaje. Jeżeli dodamy do tego fakt, że zamiast narodu sprytnego, zaradnego i przewodzącego w wielu sprawach czy dziedzinach staliśmy się pasywni i zgniuśniali (konsumujemy i nic więcej), to zagrożenie jest jeszcze większe.

Nie wiem, czy w następnych latach wyjdziemy z Unii, wiem za to, że jedyna siła kraju tkwi w tym, żeby mieć własnych rolników, własne zakłady produkujące produkty podstawowe czy energię (jak również know-how). W niepamięć musi odejść bullshit job (tzn. nie możemy wracać do kultury tzw. zapierdolu, ale też nie może być, że płacone mamy tylko za wyrobienie godzin i zmuszani jesteśmy do bezproduktywnych zajęć, które wykonywane są, gdy moglibyśmy czas poświęcić np. dla rodziny). Obecnie tego brakuje, i sam ileś razy zobaczyłem tą niechęć do budowania czegokolwiek lepiej (ludzie wolą korzystać nawet z kiepskich szablonów, gdy te przyszły z zachodu).

W dniu 11 listopada życzę wszystkich, żeby to się zmieniło. Pokolenie naszych rodziców wypracowało pewne rzeczy w PRL (były siermiężne, ale były), potem zostało to w większości zaprzepaszczone. Czas, żeby trend się odwrócił i Polska poszła chociażby drogą Szwajcarii, która wydaje się nie przyklaskiwać pomysłom pożytecznych idiotów. Tu nie wystarczy założyć ładnej koszulki, wyjść na ulicę, a potem kupić Kasztelańskie w jakiejś Biedronce czy innym owadzie i uwalić się przed telewizorem. Żeby do wielkiej Polski doszło, dużo musi się zmienić (nie można żyć przeszłością i koniecznie trzeba odsunąć leśnych dziadków), ale może… za kilka lat, gdy EU pogrąży się w utopijnych pomysłach dotyczących elektryfikacji, nowe pokolenie zyska szansę i biedna Polska nie będzie już eksploatowana przez zastępy Dyzmów, Dyziów i wszelkich Maliniaków.

Make Poland great again!

A dzisiaj pamiętajmy, że obowiązkiem każdego z nas powinno być chociażby przeciwstawienie się inwigilacji (e-paragony, itp.) i wyciąganiu od nas resztek majątku (wyprzedaż zasobów naturalnych, nowe podatki czy daniny). Pamiętajmy też, że część "dobrych" zmian w praktyce uderza w lokalne biznesy, a to jest gorsze niż cokolwiek (weźmy takie wydłużenie rękojmi do 6 lat, które może wykosić z rynku małe sklepiki, które nie znajdą na rynku innego towaru niż ten obliczony na 2 czy trzy lata użytkowania).

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo