26 obserwujących
211 notek
202k odsłony
  5268   18

Potwór Orban i gazowe rury

Rury
Rury

Rządzący Węgrami od 12 lat Wiktor Orban nie od dziś robi w europejskiej liberalno-demokratycznej bańce za czarnego luda nr1. Dziś, śledząc polskie media o takim nachyleniu, możemy odnieść wrażenie, że polityk ów jest najbliższym europejskim przyjacielem Putina, dystansując nawet Kaczyńskiego i Łukaszenkę, jest głównym płatnikiem na rzecz jego machiny wojennej, a na dodatek głównym przeciwnikiem Ukrainy wewnątrz UE. Histeria, darcie szat, drapanie lic i wiadra łez, niczym występ zespołu płatnych płaczek na pogrzebie starorzymskiego notabla. Spróbujmy jednak może przyjrzeć się bliżej tematowi, ale sine ira et studio. Jeszcze za rządów Gyurcsány’ego Węgry zawarły szereg długoletnich kontraktów na dostawy surowców energetycznych z Rosji. Wtedy także rozpoczęły się rozmowy, dotyczące planów budowy węgierskiej elektrowni jądrowej z udziałem Rosatomu. Istniała wówczas w tej kwestii pełna zgodność z europejskim mainstrimem, że przypomnę tylko ówczesne osiągnięcia w tej mierze Waldemara Pawlaka, a także rozwijającą się dynamicznie energetyczną współpracę Rosji i Niemiec. Orban, oczywiście, politykę tą kontynuował i kontynuuje. Pamiętając o położeniu geograficznym jego kraju, zastanówmy się, jaką ma w tych warunkach alternatywę? Mały kraj, bez dostępu do morza skazany jest na rurociągi, które na dodatek muszą być powiązane z tymi istniejącymi na terenie krajów sąsiednich. Niemniej jednak, Węgrzy po cichu i bez rozgłosu starają się zdywersyfikować źródła dostaw. W 2020 roku kupili od Rosji 8,6 mld metrów sześciennych gazu. Zawarty 27 września ubiegłego roku wieloletni kontrakt z Gazpromem opiewa na dostawę rocznie 4,5 mld m³. Skad reszta?  TurkStreamem z Azerbejdżanu. Rosyjskiej ropy kupują rocznie około 5 mln ton. Nie wydaje się, by zwłaszcza wobec korzystnych cen, jakie Rosjanie proponują krajom uznanym przez siebie za politycznie przyjazne, chcieli, o ile okoliczności ich do tego nie zmuszą, rezygnować. Tym bardziej, że jak się rzekło, nie bardzo jest jak i czym te dostawy zastąpić.

Porównajmy teraz wielkości, bo one powiedzą nam coś więcej o potokach finansowych, zasilających putinowską kasę. Niemcy biorą od Rosji rocznie 55 mld m³ gazu i 65 mln ton ropy. Robi wrażenie? Ponad 10 razy więcej, szanowne płaczki oraz płaczkowie. Kto więc tak naprawdę jest najlepszym klientem i przyjacielem? Kto budując rurociągi Nord Stream stworzył narzędzie polityczno-energetycznego szantażu na kraje, które rusko-niemiecka rura omija? Kto zbudował swoją energetykę gazową także jako hub rosyjskiego gazu, który z Greifswaldu miał być, z zyskiem oczywiście, odsprzedawany innym krajom? Kto forsuje w Unii Europejskiej chory program Fit for 55, sekujący węgiel i atom, czyli nie-niemieckie i nie-rosyjskie źródła zaopatrzenia w energię? Kto wciska perspektywicznie jeszcze bardziej chory pomysł, by w przyszłości obydwoma Nord Streamami płynął do Europy z Rosji wodór, produkowany tam z wykorzystaniem spalania tegoż rosyjskiego gazu ziemnego?

Węgry Orbana próbują stać z boku wobec konfliktu na Ukrainie. Ich wybór, zgadzać się z nim nie musimy. Ale to inny kraj, prominentny członek NATO i UE stwarza więcej niż Węgry trudności tak w kwestiach sankcji nakładanych na Rosję, jak i dostawach broni na Ukrainę. Nie łudźmy się, wojna się jeszcze nie skończyła. Nie wszyscy nasi formalni sojusznicy  życzą zwycięstwa Ukrainie, nie wszyscy też po ewentualnym zakończeniu działań zbrojnych nadal będą czuli wstręt do robienia interesów z nazistowskim reżimem Putina. Za wiele zainwestowali.

Lubię to! Skomentuj143 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka