Ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej
Artykułu żony Wielomskiego nie przeczytałem, nie dość że "w dorzeczu" to jeszcze płatny. Wolę te pieniądze przeznaczyć na dziwki i colę. Ale wygląda mi na kolejny lament nad padaką PRLu w ogólności i gospodarki nakazowo-rozdzielczej typu wojennego w szczególności. Takich artykułów jest milion z okładem albo i więcej.
No, ale ten z zapowiedzi męża Wielomskiej wnosi świeży powiew odmiennej paranoi, już nie tylko Balcerowicz, Solidarność i Michnik winne są upadkowi, ale również KK, który milczał i wspierał.
Biskupi akurat na gospodarce nie znali się ani trochę, od tego mieli ludzi, by zarządzali niespodziewanym darem bożym w postaci nieruchomości, którymi każdy rząd po 89 im dawał na tacę w zamian za poparcie. Czy wśród tych zarządców byli zdeklarowani ateiści, albo, o zgrozo, Żydzi, tego nie wiem, ale wiem, że KK potrafi być nadspodziewanie rzeczowy i wolny od uprzedzeń, gdy chodzi o pomnażanie majątku.
Jednak do pozostałych przemian gospodarczych się nie mieszał, bo brak mu było kompetencji, co najwyżej mruczał coś o "społecznej nauce kościoła", polegającej, zdaje się, na promowaniu warsztatów rzemieślniczych i gospodarstw karłowatych jako remedium na kapitalizm.
No, ale wracajmy do naszych baranów. Oglądałem z bliska agonię fabryki żarówek im. Róży Luksemburg, gdy rynek otworzył się na Osram i okazało się, że Róża, nawet płacąc głodowe pensje, nie jest wstanie konkurować z Zachodem - bo park maszynowy sprzed wojny, bo nikt nie potrafił obsługiwać kilku nowoczesnych, importowanych, programowalnych maszyn, więc stały w kącie i się kurzyły, bo używana w produkcji rtęć wylewała się na podłogę, spływała w dół po ścianach i zatruwała mury i pracowników.
Pamiętam pewnego szwedzkiego intelektualistę lewicowego, dryfującego w kierunku sowietyzmu z ludzką twarzą. Pojechał do Polski, by napisać reportaż, dlaczego polski cement wygrywa ze szwedzkim. Napisał uczciwie, że tylko i jedynie dzięki wyzyskowi robotników i narażaniu ich życia na nieludzkie warunki pracy, w cementowym pyle, bez żadnych zabezpieczeń, noszących n plecach worki z cementem ponad ludzkie siły. Wrócił z Polski wyleczony z podziwu dla PRL.
Pamiętam, jak Ursus utworzył filię w Szwecji do sprzedaży swoich traktorów i jakim skandalem eksperyment się zakończył, kiedy szwedzcy rewidenci odkryli, że księgi nie były prowadzone według zasad, a dyrekcja kradła z kasy firmy. Dyrekcja pospiesznie się ewakuowała do Polski i tym się to zakończyło.
Sam zresztą miałem pewien udział w pozyskiwaniu szwedzkich inwestorów, brałem udział w spotkaniach Związku Szwedzkich Przedsiębiorców, mocno sceptycznych co do polskich możliwości, pisałem do szefa Volvo, do szefa H&M, dostawałem uprzejme odpowiedzi, że rynek za płytki. No, ale to się szybko zmieniło, obie firmy ogarnęły się, gdy Niemcy zaczęli je wyprzedzać.
Historia. Dzisiaj mądrale z prawicy gardłują, jak to oni by suchą nogą przeszli przez Morze Czerwone transformacji, i PGRy by zachowali, i Różę Luksemburg wraz z Waryńskim by rozwinęli polskim kapitałem z banku PKO i Banku Handlowego (przechowalni szpiegów) a CHZety by sprzedały


Komentarze
Pokaż komentarze (5)