300 obserwujących
483 notki
1883k odsłony
577 odsłon

Arcybiskup cyngiel

Wykop Skomentuj110

 Jak pokazuje przykład Kazimierza Marcinkiewicza miłość bywa ślepa. I nie dotyczy to tylko miłości do kobiet, ale także rozmaitych intelektualnych zauroczeń. A najnowszym tego przykładem jest arcybiskup Józef Życiński, który - postanowił udowodnić, że jest nie gorszym "cynglem GW" niż Agnieszka Kublik czy Paweł Smoleński - i poświęcił obronie Adama Michnika i Heleny Łuczywo kazanie na Środę Popielcową. 

 
- W zeszłym tygodniu jedno z pism codziennych wydrukowało atak na drugą gazetę, oskarżając, że tam są Żydzi, to oni wszystko potrafią, formułując prywatne wycieczki, które dla miłośników plotek będą mieć dużą wartość i zainteresowanie, a do tego wykorzystując instrumentalnie do wywiadu chorego, który od lat boryka się i przeżywa poważne problemy psychiczne - grzmiał metropolita lubelski. A dalej było tylko lepiej. Z kazania można się było dowiedzieć, że - wielcy twórcy kultury - są zażenowani "antysemityzmem", jaki można znaleźć w polskiej prasie.
 
Polemika z tego rodzaju "publicystyką" (bo trudno uznać to za homilię czy kazanie) jest niezmiernie trudna. Albo bowiem ksiądz arcybiskup nie przeczytał rzeczonego wywiadu z Michałem Cichym, albo celowo zniekształca jego przekaz, by ułatwić sobie zadanie (trzeciej możliwości, że metropolita nie umie czytać ze zrozumieniem nie biorę pod uwagę, bo jego znakomite książki filozoficzne pokazały, że czytelnikiem jest uważnym). Skąd tak surowy wniosek? Otóż w wywiadzie nigdzie nie pojawiają się odniesienia antysemickie. Cichy wspomina wprawdzie o pochodzeniu Heleny Łuczywo czy Adama Michnika, i o tym jak wpłynęło ono na ich perspektywe, ale tego rodzaju refleksje trudno uznać za antysemickie. Są one po prostu elementem opisu rzeczywistości "Gazety Wyborczej" i próbą zrozumienia jej postawy w minionym dwudziestoleciu. 
 
Manipulacja arcybiskupa, który oskarża o antysemityzm "Dziennik", może być groźna. Nie dlatego, że straci na tym jakaś gazeta, ale dlatego, że straci na tym dialog polsko-żydowski. Po raz kolejny okazuje się bowiem, że jest on wykorzystywany do bieżącej gry politycznej, że oskarżenia o antysemityzm są elementem rozgrywek, które wyciąga się, by pognębić przeciwnika i odebrać mu moralne prawo do polemizowania z ideowymi oponentami. Szczególnie często po taką broń sięgała "Gazeta Wyborcza" i rozmaici zwolennicy dialogu. Teraz sięgnął po niego arcybiskup Życiński. 
 
Ale takie instrumentalne wykorzystywanie antysemityzmu jest groźne także dla samych Żydów. Znakomicie ilustruje to przypowieść, jaką przywołuje ks. Waldemar Chrostowski w wydanym właśnie przez wydawnictwo "Fronda" tomie "Kościół, Żydzi, Polska". Jej głównym bohaterem jest błazen, który wyspecjalizował się w bieganiu po mieście i krzyczeniu, że właśnie wybuchł pożar. Ludzie bawili się z nim w ten sposób co wieczór, i mieli z tego niezły ubaw. Aż do momentu, gdy pożar rzeczywiście wybuchł błazen zauważył go jako pierwszy i postanowił ostrzec ludzi, krzycząc "pożar, pożar". Ale oni mu nie uwierzyli i spłonęła poława miasta. Arcybiskup Życiński niestety spełnia obecnie rolę takiego błazna. Oskarżając o antysemityzm w sytuacji, gdy mamy do czynienia z polemiką między redakcjami, czy próbą zrozumienia fenomentu "Gazety Wyborczej" jest groźną zabawą słowami. Bowiem, gdy przyjdzie moment (a nie możemy tego, szczególnie w sytuacji głębokiego kryzysu ekonomicznego, wykluczyć), że pojawi się prawdziwy antysemityzm, nikt już nie będzie wierzył w słowa, które wcześniej rzucano na wiatr i wykorzystywano do zwalczania przeciwników ideowych. A odpowiedzialność za to spoczywać będzie właśnie na "bojownikach z antysemityzmem", którzy zamiast prowadzić rzeczywisty dialog zajęli się etykietowaniem. 
 
Publicystyczny spadek formy arcybiskupa czy jego szkodliwa dla dialogu polsko-żydowskiego działalność jest tym smutniejsza, że dokonuje się nie na łamach jakiejś gazety, ale w świątyni. I to w dzień początku Wielkiego Postu. Ten dzień jest w Kościele dniem szczególnym, wezwaniem do pokuty, a nie okazją do wątpliwych w treści połajanek polityczno-redakcyjnych. Metropolita zatem, w takim dniu, powinien zapomnieć, czyjej gazety jest "człowiekiem roku" i kto najwytrwalej go bronił, a zająć się wypełnianiem swojego powołania biskupiego. Jeśli ksiądz arcybiskup nie wie, co to znaczy, to mógłby skorzystać ze znakomitych kazań św. Jana Chryzostoma (bo choć to, zdaniem wielu komentatorów, antysemita - to kazania wielkopostne miał znakomite), św. Efrema Syryjczyka czy choćby Cyryla Jerozolimskiego. Ich lektura byłaby z pewnością większym pożytkiem tak dla arcybiskupa, jak i jego wiernych, niż zmiksowane danie z porannej lektury "Gazety Wyborczej", jakie zaserwował w ramach Środy Popielcowej swoim wiernym metropolita lubelski. 
Wykop Skomentuj110
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale