Po lekturze poruszającej notki ^Starego Wiarusa - cytującego standardowe procedury prowadzenia dochodzeń ws. wypadków lotniczych w normalnym świecie - zastanawiam się co zrobiłby "pan-optymistyczny" rząd Platformy Obywatelskiej, gdyby ktoś przywiózł z pobojowiska pod Smoleńskiem... np. łyżkę od zdetonowanego granatu, pokrytą tamtejszym błotem?
Usłyszelibyśmy, że "na pewno ją podrzucono" ?
Jak to "podrzucono" !? Czyżby wbrew wcześniejszym zapewnieniom rządu teren miejsca śmierci prezydenta Polski nie był należycie zabezpieczony !?
Ahaaa... "Nie był"..?
Nie zadbano o realizację najbardziej drobiazgowych kryminalistycznych procedur?
Ahaaa...
To może jednak była możliwość usuwania tam ewentualnych "niewygodnych śladów" z miejsca rozbicia TU-154M-101 ???
Ahaaa...
Jaką więc mamy obecnie gwarancję rzetelności prowadzonego śledztwa?
Zapewnienia Donalda Tuska?
Ciekawe, jaka jest wartość procesowa takich zapewnień..?
Przypuszczam, że dotychczasowa metoda rządzenia Platformy Obywatelskiej - zwana metodą "Jak Bum-Cyk-Cyk i Bonie-Dydy" - może już nie zapewnić sukcesu...
Daje się - może - w ten sposób opowiadać, że się dba o rozwój kraju. Ale śmierć 96 osób to jednak coś innego.
Uważam, że rząd Platformy Obywatelskiej całkowicie się skompromitował takim prowadzeniem postępowania w sprawie katastrofy smoleńskiej.
- suplement: Premier Donald Tusk stwierdził, że nie posiada informacji "...żeby tam chodziły jakieś watahy". Ośmielę się zauważyć, że wcale nie potrzeba "watah"... Zresztą - "specjalista od watah" zdaje się, że jest w podróży...


Komentarze
Pokaż komentarze (5)