Stara się polski premier jak umie, ale nie dogania swojego mistrza - Władimira Władimirowicza Putnia.
Pożary wokół Moskwy. Bogata Polska wysyła swoich 159 strażaków na podriazańskie torfowiska. (Archeologów po drodze do Smoleńska nie zabrali).
Punkt dla Donalda Donaldowicza Tuska. Władimir Władimirowicz dziękuje w telefonicznej rozmowie.
0:1 - w pojedynku gigantów propagandy.
Górska ulewa nieomal znosi Bogatynię z powierzchni ziemi i rozwala tamę. Władymir Władymirowicz deklaruje w imieniu biednej Rosji wsparcie bogatej Polski swoimi strażakami-ratownikami dla Bogatyni.
Szybkie wyrównanie.
1:1...
Ale Władimir Władimirowicz nie próżnuje. Pożary wokół Moskwy trwają. Premier Rosji odwiedza strażaków w okolicach Riazania, po czym wsiada do gaśniczego samolotu i z fotela drugiego pilota kieruje maszyną. Mało tego - jak relacjonuje korespondent Polskiego Radia Władimir Władimirowicz Putin sam, osobiście, uruchamia zrzut gaśniczych środków z samolotu.
A Donald Donaldowicz? W tym czasie występuje w parlamencie i opowiada o poczuciu humoru na ulicach... Co za niedopatrzenie! Nawet kaloszków i słynnej brązowej kurteczki nie założył !?
Mocne 2:1 dla Władimira Władimirowicza.
Jednak powiadają, że polski premier szybko się uczy. A mecz trwa...


Komentarze
Pokaż komentarze (4)