Dzisiejsze południowe serwisy informacyjne sprawiły, że kraj nasz wstrzymał oddech.
Partyjny sąd Platformy Obywatelskiej zebrał się dziś o godzinie 11:00 - i wygląda na to, że tylko w jednym celu, żeby się zaraz ro... (nie, nie, nie żartujmy sobie) żeby się zaraz rozejść.
Nie podjął bowiem decyzji w sprawie ukarania medialnego trefnisia Platformy Obywatelskiej. Mało tego - wbrew nadziejom pozwanego, przybyłego dumnie przed oblicze partyjnego trybunału, nie wysłuchano nawet tego, co ów ulubieniec mediów miał do powiedzenia. Pozwany w swym rozgoryczeniu żalił się, że sąd potraktował go "z wojskowym drylem".
A co podał sąd na uzasadnienie swojego postępowania? Stwierdził zdecydowanie, że nie jest w stanie rozpatrzyć partyjnej skargi z uwagi na niekompletność materiału dowodowego. Nie ma dowodu, że pozwany wypowiedział słowa o "krwi na rękach prezydenta Lecha Kaczyńskiego" - i przedstawienia takiego dowodu żąda.
Sąd zapowiedział, że może się zebrać najwcześniej w październiku i przed tym terminem żadnej decyzji w sprawie ewentulanego usunięcia trefnisia z szeregów Platformy nie podejmie.
Wiadomość ta była podawana przez serwisu w tonie sensacji, która poruszy miliony. Jeśli tak jest rzeczywiście - i kraj nasz wstrzymał oddech, wyczekując wieści o losie medialnej gwiazdy PO, to ja mam tylko jedną obawę.
Żeby się nam kraj nie udusił.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)