testigo testigo
3038
BLOG

Prywatne śledztwo majora Koronczika

testigo testigo Polityka Obserwuj notkę 96

Na stronach 1 Programu Polskiego Radia - niedawno zmodernizowanych - pod datą 06.10.2010, znajdujemy  zapis rozmowy red.Grzegorza Ślubowskiego z emerytowanym majorem rosyjskiego lotnictwa Aleksandrem Koronczikiem.

Major prowadzi swoje prywatne śledztwo ws. smoleńskiej katastrofy TU-154M-101. Jak wynika z wywiadu, major twierdzi, że wystarczyło, aby pilot polskiego samolotu otrzymał poprawną informację o odległości od pasa startowego- a nie doszłoby do tragedii.

"On zniżał się po mistrzowsku" - stwierdził major Koronczik.

Oczywiście nie należy, moim zdaniem, zapominać o innych hipotezach  - prezentowanych chociażby na Salonie24 - które przedstawiają możliwość innych przyczyn tego zdarzenia.

W świetle argumentów majora Koronczika nie da się podtrzymać wersji o wyłącznym błędzie pilotów, tak usilnie propagowanej od pierwszych chwil po rozbiciu TU-154M-101.

Zastanawia mnie data nagrania wywiadu (nie udało mi się jej ustalić) - ponieważ rozmówca wskazuje dziennikarzowi brzozę, która "oderwała skrzydło". Skądinąd wiemy, że drzewo to zostało przez stronę rosyjską ścięte jakiś czas temu. Może materiał został nagrany wcześniej? A może pełen współczucia major Koronczik także "błądzi we mgle" domysłów?

 

Poniżej transkrypcja wywiadu, do którego wysłuchania zachęcam wszystkich zainteresowanych.

[ poniżej - link do strony  1 Programu PR z wywiadem/ należy włączyć odtwarzacz audio - klikając na symbol głośniczka w ramce Posłuchaj lub na odtwarzacz w prawym górnym rogu radiowej strony ]

http://www.polskieradio.pl/7/473/Artykul/266391,Niewiele-brakowalo-do-szczesliwego-ladowania-TU154

 

 

Grzegorz Ślubowski: Jesteśmy na miejscu niedaleko lotniska Siewiernyj, tu jest właśnie ten moment, kiedy rozpoczęła się katastrofa rządowego samolotu Tu-154, tak?

Mjr Aleksander Koronczik: Tak, pierwsze uderzenie w drzewo nastąpiło dokładnie tutaj. Widać jeszcze tę brzozę. To był jeszcze nie najgorszy moment, bo takie uderzenie jest jak ukąszenie komara, dla samolotu tego typu to nic nieznaczące wydarzenia. Jakbyś się ręką o trawę uderzył, nic więcej. Najbardziej straszne zdarzenie miało miejsce kilkanaście metrów dalej. Widać tam ogromną brzozę, która oderwała lewe skrzydło samolotu. Od tego momentu nad samolotem załoga straciła całkowicie kontrolę. Musiałby się zdarzyć cud, gdyby ten lot dało się uratować, gdyby ktoś przeżył. Ale tego cudu nie dał na Bóg. Pilot miał na myślenie 3-4 sekundy, ale praktycznie nic już nie mógł zrobić. Była taka mgła, że nawet tych tutaj garaży nie było widać. Po prostu białe mleko.

G.S.: Główne pytanie jest takie: dlaczego ten samolot w tym miejscu znalazł się tak nisko? Dlaczego on znalazł się tak nisko? Tutaj przed nami jest gwałtowny spadek, parów.

A.K.: My zadajemy ciągle to pytanie: jak to się stało, że ten samolot znalazł się właśnie tutaj? Dlaczego znalazł się tak nisko kilometr od pasa startowego? Dlaczego tak zboczył z kursu? Ja jestem sam pilotem i mogę to wyjaśnić. Uważam, że dowódca załogi, już będąc w tym miejscu, myślał, że jest nad pasem startowym, bo meldunek nawigatora „10 metrów” to początek wyrównywania lotu. Problem polega na tym, dlaczego pilotowi nikt wcześniej nie powiedział, że znajduje się tak daleko od pasa startowego? Dlaczego nie było prowadzonej najprostszej czynności, czyli kontroli wysokości? Tutaj, gdzie się znajdujemy, wysokość powinna wynosić 50, 60 metrów, dokładnie tyle albo wyżej.

G.S.: Przepraszam, a kto miał mu to powiedzieć? Wieża?

A.K.: Oczywiście pilota o wysokości lotu powinien poinformować nawigator, drugi pilot i wieża kontroli lotów. Przede wszystkim obsługa naziemna. Wszystkie regulacje i rosyjskie, i międzynarodowe zakładają, że jeśli lotnisko przyjmuje samolot, to obsługa naziemna bierze na siebie odpowiedzialność. To oczywiście nie znosi odpowiedzialności załogi. Ważne jest to, że w tym locie widać wyraźnie, że dowódcy naprawdę niewiele było trzeba. Jemu brakowało jednej podpowiedzi – że odległość do pasa startowego wynosi kilometr. Jeśliby mu to ktoś powiedział, to do tragedii by nie doszło. On się zniżał po mistrzowsku, ale widzicie, tam, gdzie widać reflektory, to droga na pas startowy, a my jesteśmy od tego miejsca 100-110 metrów na lewo. I jeszcze jest kilometr do pasa startowego. Gdyby ktoś mu podpowiedział, to do tej tragedii by nie doszło.

G.S.: Taki duży spór jest w tej chwili, czy to jest lotnisko wojskowe, czy to jest lotnisko cywilne.

A.K.: Bez różnicy. W lotnictwie nie ma takich pojęć, a jeżeli nawet są, to nie mają znaczenia. Jeśli wydano zgodę na przyjęcie samolotu, to niezależnie od tego, jakie to było lotnisko, nawet jeśli to prywatne lotnisko, wszyscy ponoszą odpowiedzialność. Niezależnie od właściciela za bezpieczeństwo lotu i dostarczanie informacji odpowiedzialność ponosi służba lotniska. Ja nie wiem, jak się wtedy zachowywali kontrolerzy lotów, co robili. Do opinii publicznej nie dotarła nawet jedna potwierdzona informacja o tym, co się działo na wieży kontrolnej. Jestem jednak pewny, że dowódca tego lotu był pozostawiony całkowicie sam sobie, tak jakby mu mówili: chcesz, ląduj, nie chcesz, nie ląduj.

 

testigo
O mnie testigo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (96)

Inne tematy w dziale Polityka