Pani Ewa Komorowska (wdowa po wiceministrze obrony) rozmawiając w TVN24 na temat wyjazdu części rodzin ofiar katastrofy TU154M-101 na lotnisko w Smoleńsku stwierdziła, że "oczywiście nie mogliśmy się pozbyć mediów".
Zdanie to było jej odpowiedzią na zacytowane w programie gorzkie słowa Magdaleny Merty, która narzekała po piątkowej wizycie na miejscu katastrofy - i uczestnictwie w odprawionej tam Mszy św. - że prace przygotowawcze do wizyty grupy rodzin w towarzystwie żony prezydenta Bronisława Komorowskiego, spowodowały, że lotnisko smoleńskie stało się "miejscem fety i podejmowania oficjalnego gościa". Do tego stopnia, że aż nie można się tam było spokojnie pomodlić.
Pani Ewa Komorowska stwierdziła w TVN24, że prace konstrukcyjne w tamtym miejscu nie służą budowaniu "trybuny dla pierwszej damy" - tylko "trybuny dla mediów". "Których - oczywiście - nie mogliśmy się pozbyć".
[Bo rzeczywiście - kamery TV i fotoreporteży potrzebują w takich sytuacjach tzw. "wyżki", na której rozstawią swoje statywy, kable i laptopy, ustalą sektory fotgrafowania, będą mieli dobre światło itd.]
Otóż, o ile pamiętam, to jedno słowo ze strony organizatorów tego wyjazdu w towarzystwie pierwszej damy, wystarczyłoby, żeby dziennikarze nie pojawili się swoim medialnym stadem na takiej uroczystości.
Wystraczyło powiedzieć "proszę państwa, uroczystości mają charakter osobisty - i uprzejmie prosimy o nie zakłócanie nam ich przeżywania poprzez państwa obecność". Prywatna wizyta - jakkolwiek by to miało brzmieć w tym kontekście. Tak jak znamy pogrzeby, które odbywają się bez udziału kamer i mikrofonów.
Ale ta wizyta, widać, nie jest po to organizowana, żeby miała być prywatna. Ma być na pokaz. Czy się to komuś podoba, czy nie.
Moja smutna refleksja - szkoda, że pani Anna Komorowska nie leciała 10.04.2010. na pokładzie TU154M-101. Lądowaliby wtedy bezpiecznie. Na przygotowanym lotnisku. W Witebsku.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)