1 obserwujący
1 notka
725 odsłon
  671   1

Biedronce do sztambucha (i innym komentatorom również)

Jak pewnie wiecie zrezygnowałem z blogowania. Ta notka jest jedynie małym wyjątkiem w moim postanowieniu, wczoraj blogerka @biedronka skutecznie mnie nakręciła, by przełamać zniechęcenie miałką dyskusją na S24. Pewnie nie warto tego po raz n-ty opisywać, jednak przypomnę, że powodem mojego odejścia z Salonu był niski poziom "debaty", kliki wzajemnie popierających się blogerów, banowanie w dyskusji adwersarzy ośmielających się mieć odmienne zdanie, cenzura. Tak, S24 zawsze był specyficzny, zawsze po prawej stronie mocy, jednak jeszcze kilka lat temu zdecydowanie więcej było otwartości na zdanie innych, szacunku dla dyskutantów i wyższy poziom merytoryczny dyskusji. To wszystko - w mojej opinii, z którą nie musicie się zgadzać - w przeciągu kilku ostatnich lat dramatycznie spadło. Aż żal było patrzeć jak może i czasem kontrowersyjni, ale ciekawi i dobrze piszący blogerzy odchodzili robiąc miejsce dla krzykaczy i propagandystów czy to pis, czy to konfederacji, czy to nawet skrajnej prawicy. Zbyt długo się tu zasiedziałem i zbyt późno odszedłem. Decyzji o odejściu nie żałuję, choć czasem odczuwam nostalgię do pisania i dyskusji. Jednak wojna na ukrainie sprawiła, że znów zacząłem komentować, akurat ten temat w zaskakujący sposób połączył Polaków od prawa do lewa (może z wyjątkiem skrajności tych stron). Wszyscy (niemal) uważamy Putina za nowego Hitlera (bardziej nieudolnego, jak widać), okazujemy solidarność z sąsiadem i wspieramy go, choćby słowem, w walce. Dlatego w lutym odnowiłem konto, najpierw z czystego zainteresowania jak na wojnę patrzy prawa strona (sam uznaję się za centrystę), potem udzielając się w dyskusjach. I choć widzę, że generalnie mogę przyznać sporo racji w tych kwestiach blogerom S24, to istnieją też jednak pewne różnice. Niestety - w mojej opinii - "problem" z prawicowcami jest taki, że nawet jeśli przyznasz im rację w 75% a w 25% się z nimi nie zgodzisz, to i tak uznają cię za wroga i wyzwać od najgorszych... Smutne, przykre, ale wiele razy tego doświadczyłem. Przynajmniej ze strony tych o których pewien bloger mówi, że nie są zbyt kumaci. 

Ale do rzeczy. Powodem dla którego robię wyjątek w postanowieniu końca blogowania jest blogerka @biedronka. Biedronki to skądinąd sympatyczne i piękne owady i przy tym bardzo pożyteczne. Jednak od jakiś kilku, może kilkunastu lat nasze rodzime biedroneczki wypierane są przez inwazyjne biedronki azjatyckie. Są one bardziej agresywne, niszcząc populację polskich krewniaczek. Dodatkowo mogą częściej "gryźć" i być szkodnikami upraw. Blogerka @biedronka zapewne wybierając sobie pseudonim kierowała się właśnie popularnością naszych rodzimych biedronek, jednak z przykrością muszę stwierdzić, że bliżej jej chyba do ich azjatyckich krewniaczek. Nie chcę jej obrażać, opisuje nie to jaka jest, ale jak się zachowuje pisząc komentarze. Może na S24 daje upust emocjom a w życiu "realnym" zachowuje się zupełnie inaczej? Tego nie wiem, mnie interesuje to, jak postępuje na Salonie. W pewnym sensie gdy piszemy tu komentarze i notki to stajemy się naszym zwierciadlanym odbiciem z realnego świata. Inaczej zachowamy się w dyskusji z człowiekiem na żywo, w cztery oczy, inaczej jako (nie do końca!) anonimowi blogerzy kryjący się pod nickami. Inaczej w rozmowie z tatą, bratem, kolegą, ciocią, przełożonym... Tak, mnie też to dotyczy. Threeme jako bloger to inna osoba niż threeme z "realu" Wyznaję jednak jedną zasadę: czy w necie, czy w życiu trzeba być uprzejmym dla innych, nawet jeśli się z nimi nie zgadzasz i delikatnie mówiąc są wkurzający. Chyba jednak nawet ci, którzy mnie nie lubią (oględnie mówiąc) przyznają, że nie obrażam, nie insynuuje, nie wkładam nikomu w usta twierdzeń, których nie wypowiedział. Nie cenzuruje i nie blokuję niewygodnych komentarzy, choćby były dowodem, że się pomyliłem. A jako, że jestem tylko puchem marnym, to i mylę się i błądzę. Nie mam jednak problemu najmniejszego z przyznaniem tego. Tak... a teraz na chłodno analizuję komentarze @biedronki:

1. W niemal każdym sugerowanie czegoś, czego nie stwierdziłem.

2.Zawsze wkładanie w usta niewypowiedzianych przeze mnie twierdzeń.

3. Wywyższanie swojej wiedzy i wyśmiewanie mojej. Nawet w przypadkach, gdy opisujemy to samo!

Choć akurat to, z przykrością stwierdzam, nie dotyczy tylko biedronki. To właściwie cecha wspólna większości blogerów Salonu. Przykład: klimatologia to interdyscyplinarna nauka szeroko korzystająca z (zwłaszcza!!!) matematyki i fizyki. Ale też biologii, chemii, oceanologii... i wielu, wielu innych. Gdyż gdy klimat jest system gdzie oddziałuje ze sobą "wszystko ze wszystkim" Lód w arktyce i jego powierzchnia ma przełożenie na prądy strumieniowe w skali globalnej, cykle wypływu wód głębinowych oceanu na cyrkulację atmosferyczną a ta na to, że lato w polsce może być chłodne i deszczowe lub upalne i suche... Takich powiązań jest wiele, dużo już rozumiemy na poziomie opisu matematycznego, część dopiero badamy. Najwięcej z tych zależności zna, rozumie i bada klimatolog, jednak nawet on nie ma pełnego obrazu całości. Gdyby porównać to do puzzli, to klimatolog ma najwięcej poskładanych kawałków tworzących spójne, uporządkowane fragmenty, z których bez problemy może już odtworzyć obraz całości, jednak do jego pełnego opisania brakuje mu pewnych "zgubionych" fragmentów. Natomiast przeciętny człowiek, bloger, nie zajmujący się tym tematem może co najwyżej mieć pudełko chaotycznie wymieszanych pojedyńczych puzzli, z których wybiera sobie wygodne dla siebie twierdzenia. I nawet jeśli jeden kawałeczek układanki potwierdza jego rację, to już w połączeniu z kolejnym i następnymi całkowicie może obalić jego wizję całości. Z jednego puzzla nie da się odtworzyć całej układanki, całego obrazu. Potrzeba co najmniej kilkunastu pasujących do siebie elementów. A co robi @biedronka (i inni tutejsi blogerzy)? Ano właśnie wybiera sobie te fragmenty, te kawałeczki, które są dla nich wygodne i na ich podstawie próbuje stwarzać swój własny obraz całości. To nie błąd, to wielbłąd! Jestem absolwentem specjalności klimatologia, hydrologia i meteorologia na UAM Poznań. Z tej racji mam wiedzę o większych fragmentach układanki klimatycznej, niż większość tutejszych blogerów. Jednak się nie wymądrzam, gdyż wiem, że to jest nic w porównaniu z uczącymi mnie wykładowcami z tej specjalności a ci z kolei wiedzą mniej, niż wybitni naukowcy od dekad poświęcający się temu zagadnieniu, jak choćby James Hansem. Przy okazji muszę jeszcze krótko opisać, że - niestety - klimatologia w naszym rodzimym wydaniu dopiero nadrabia zaległości badawcze względem świata. U nas jeszcze całkiem niedawno przeważało podejście geograficzne w nauczaniu studentów klimatologii. Klimat w miejscu x jest taki a taki, gdyż kształtuje go tam czynnik y i z. Tymczasem na świecie obecnie rozwija się dynamicznie podejście matematyczno - fizyczne w badaniu klimatu. Podstawy geograficzne zostały, ale bada się jak procesy fizyczne (na poziomie nawet kwantowym!) kształtują klimat i próbuje się to przełożyć na język matematyczny. Czasem wkurzamy się, że prognoza pogody na najbliższy tydzień się nie sprawdziła. Zapominamy jednak, jak ogromny postęp na polu modelowania matematycznego pogody w ostatnich dekadach się dokonał. Dziś sprawdzalność prognoz trzydniowych, pięciodniowych a nawet tygodniowych jest już bardzo duża i naprawdę zadowalająca. To zasługa ogromnej, tytanicznej pracy naukowców przekładających procesy fizyczne odpowiedzialne za pogodę na język matematyki. To zasługa coraz lepszych modeli komputerowych uwzględniających już setki czynników i coraz większej mocy obliczeniowej superkomputerów. Owszem, teoria chaosu daje w kość i narzuca ograniczenia, z każdym rokiem udaje się nam jednak przesuwać granicę tych ograniczeń coraz dalej. 

Lubię to! Skomentuj41 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura