Wydaje się wręcz, że Kreml wysłał za pośrednictwem Miedwiediewa wręcz zachęcający sygnał do realizacji praktyki pokojowego współistnienia, do której zdawał się tracić zapał i ochotę zwłaszcza od czasu afgańskiej porażki, kiedy to Amerykanie ze względu na swoją przewagę mocarstwową nie byli zainteresowani opcją wzajemnego niewchodzenia sobie w drogę przy aneksji czy ustanawiania kontroli nad jakimś obszarem.
Deal polegający na wzajemnym powstrzymywaniu się od jakichkolwiek akcji, poza werbalnymi, mogących przeszkodzić drugiej stronie w przeprowadzeniu zamierzonych zmian terytorialnych wydaje się obecnie leżeć na stole.
Dla Ruskich z pewnością ważną kwestią będzie takie osłabienie przyszłego kadłubowego państwa ukraińskiego, które uniemożliwi mu na długie dziesięciolecia jakąkolwiek akcję rewindykacyjną - stąd zapewne woleliby częściowy rozbiór Zachodniej Ukrainy na rzecz Polski, Węgier (może ze Słowacją) i Rumunii niż jakąś strefę buforową obsadzoną europejskim wojskiem, za którą mogło by się odradzać nacjonalistyczne państwo ukraińskie. Obie opcje są dla nas niebezpieczne - już mieliśmy wystarczająco dużo do czynienia z ukraińskim terroryzmem i nacjonalizmem na ziemiach Rzplite, nie powinniśmy na ruskie zamówienie powtarzać historii. Wejście do strefy buforowej jest również ryzykowne - nie można przecież wykluczyć zmiany władzy w USA i objęcia jej przez równie przyjaznego interesom finansowej oligarchii oraz funduszy inwestycyjnych prezydenta, co Joe Biden. Mogło by to wszakże oznaczać nową wojnę, tym razem z naszym bezpośrednim udziałem.
Oby to pokojowe współistnienie 2.0 przebiegało bez naszego udziału.




Komentarze
Pokaż komentarze (9)