12 obserwujących
49 notek
81k odsłon
  117   0

JOWy, ale jakie? Nie gódźmy się na zniekształcenie idei JOW

Paweł Kukiz uzyskał w ostatnią niedzielę ogromne poparcie wyborców. Przedstawił propozycje zmian bliskie sercom wielu Polaków, mowiąc z wielka charyzmą językiem zrozumiałym dla każdego. Spotykam wśród brytyjskiej Polonii ludzi, którzy jeszcze kilka dni temu nie znali propozycji wyborczych Pawła Kukiza, a którzy teraz oglądają go na youtube i czują, że wielkie rzeczy dzieją w Polsce.

Znakomity wynik Pawła Kukiza w I turze wyborów prezydenckich w ostatnią niedzielę wywołał falę entuzjazmu u jednych, a poczucie zagrożenia u innych. Do tych innych wydaje się należeć zabiegający o reelekcję prezydent Bronisław Komorowski. Bardzo by mu w II turze pomogły głosy wyborców Pawła Kukiza i pewnie dlatego, już następnego dnia dowiedzieliśmy się od niego, że przecież "od dawna" jest zwolennikiem JOWów. Za tą deklaracją poszły czyny. We wtorek, czyli
już dwa dni po I turze, prezydent  podpisał i skierował do Sejmu projekt nowelizacji Konstytucji. Nowelizacja usuwa przymiotnik "proporcjonalne" z Art. 96, ust. 2, aby otworzyć drogę do referendum,
w którym padnie pytanie o wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu.

Właśnie, jakie to będzie pytanie? Artykuł Michaliny Mikulskiej "Senat rozpatrzy wniosek o referendum ws. JOW”, Rzeczpospolita, 13.05.2015, sugeruje, że obywatele będą zapytani, czy "są za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych do Sejmu RP".

Tak sformułowane pytanie otwierałoby drogę do różnego rodzaju pseudo-JOWów, np. takich pseudo-JOWów, które rządząca w Polsce Platforma Obywatelska zafundowała Polakom w wyborach do Senatu. JOWy w wyborach do Senatu miały na pierwszy rzut oka wyglądać jak zmycie z
Platformy grzechu oszustwa, które wyszło na jaw po sfilmowaniu i pokazaniu w telewizji mielenia w niszczarkach sejmowych formularzy z 700 tysiącami podpisów pod wnioskiem o referendum ws. JOW. Jednak JOWy senackie okazały się kolejnym oszustwem. Wymóg utworzenia w krótkim
czasie komitetu wyborczego, zebrania tysiąca podpisów na jego rejestrację oraz kolejnych 2 tysięcy na rejestrację kandydatury (w sumie podpisy musi dać kandydatowi ok. 1% wszystkich wyborców w
okręgu) praktycznie odbiera bierne prawo wyborcze zwykłemu obywatelowi. Do tego Kodeks mocno w wyborach do Senatu faworyzuje kandydatów partyjnych względem kandydatów niezależnych.

Ale pytanie referendalne w brzmieniu podanym powyżej otwiera również drogę do czegoś jeszcze gorszego niż senackie pseudo-JOWy. Cofnijmy się na chwilę do roku 2003. Otóż w lipcu 2003r. grupa posłów Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość opracowała pod kierunkiem Ludwika Dorna i złożyła w Sejmie projekt nowej ordynacji wyborczej, który zakładał, że tylko nie więcej niż połowa posłów byłaby wybierana z okręgów jednomandatowych. Co gorzej, PiS proponował w tamtym projekcie,  by w podziale mandatów w każdym województwie uczestniczyły jedynie te komitety wyborcze, które zarejestrowały w danym województwie kandydatów w co najmniej połowie okręgów jednomandatowych i które zdobyły co najmniej 5 procent głosów w skali kraju. Oznaczało to m.in, że niektórzy zwycięzcy w okręgach jednomandatowych nie otrzymywaliby mandatów poselskich!  Na ich miejsce do Sejmu wchodziliby kandydaci z uprawnionych wojewódzkich list partyjnych w kolejności umieszczenia na liście. Takie to miały być "JOWy": jeszcze większe pogwałcenie praw wyborczych Polaków niż obecnie obowiązujące
listy partyjne. Na szczęście do realizacji tamtego projektu nie doszło.

Ktoś może powiedzieć, że projekt PiSu z roku 2003, to historia. Że nie należy PiSowi tego teraz wypominać. Czyżby? Oto wczoraj Wirtualna Polska poinformowała o wspólnym oświadczeniu Ludwika Dorna, głównego autora pomysłu PiSu na wyprowadzenie Polaków w pole w 2003r oraz Marka Borowskiego, w sprawie obecnej inicjatywy prezydenta. Oto jakie powstają alianse, kiedy choćby trochę Polacy upomną się o swoje! Obaj byli marszałkowie Sejmu zwrócili się do prezydenta o taką konstrukcję pytania referendalnego, by nie wykluczyć możliwości uchwalenia ordynacji mieszanej. A więc znowu grożą nam partyjniackie pseudo-JOWy, z listami wojewódzkimi, progami, komitetami wyborczymi, tysiącami podpisów i innymi zaporami zamykającymi zwykłym obywatelom drogę do mandatów sejmowych.

Idźmy razem z Pawłem Kukizem po pełnię należnych nam praw i nie gódźmy się na żadną ordynację mieszaną! Jak mawiał ś.p. profesor Jerzy Przystawa, projekty ordynacji mieszanych, to mieszanie ludziom w głowach. Nie gódźmy się na mieszanie beczki dziegciu z beczką miodu. Nie gódźmy się nawet, zgodnie z mądrym, ludowym przysłowiem, na dodawanie choćby łyżki dziegciu do beczki miodu.

Działający w Polsce od ponad 20 lat Ruch Obywatelski na rzecz JOW ma gotowe pytanie referendalne sformułowane w czasie akcji "zmieleni.pl" 23.10.2013r na podstawie analiz i syntezy Jerzego Gieysztora:

----------------------------------------------------------
Czy popiera Pan/Pani wprowadzenie wyborów posłów do Sejmu RP w 460 jednomandatowych okręgach wyborczych zwykłą większością głosów, z równą dla wszystkich swobodą kandydowania?
--------------------------------------------

Równa dla wszystkich i pełna swoboda kandydowania, jakiej domaga się Ruch Obywatelski JOW, istnieje na przykład w wyborach do Izby Gmin w Wielkiej Brytanii. W wyborach do Izby Gmin nie ma żadnych domieszek anty-demokratycznego dziegciu,  nie trzeba rejestracji żadnych komitetów wyborczych, ani tysięcy podpisów. Każdy kandydat rejestruje się sam, po okazaniu 10 (dziesięciu) podpisów popierających go mieszkańców okręgu, w którym chce kandydować i wpłaceniu kaucji, która jest zwracana po otrzymaniu w wyborach co najmniej 5 procent głosów. Mandat otrzymuje zdobywca
największej liczby głosów w jednej turze głosowania.

Tomasz J Kaźmierski, Southampton, 14/15 maja 2015r.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale