Przebąkiwania o użyciu „silnych mężczyzn” do napadu na NBP i szybkiego „uporządkowania” mediów publicznych powinny dać wiele do myślenia. Tylko ci, którzy lepiej znali tego pokręconego psychicznie człowieka, wiedzieli, że nie żartuje. Od innych tego typu postaci różni go to, że nie jest samodzielny. Zawsze miał zwierzchnika, którego słuchał, ale i w głębi duszy obdarzał się z nim wzajemną pogardą.
Pewnym wyjątkiem była tu Angela Merkel, której podlegał i wobec której jednocześnie przejawiał pewien poziom sympatii. Dlaczego tak było, to już bardziej rzecz dla psychoanalityków. Niechęć Tuska do podwładnych, a także ukryta awersja do nowych nadzorców malują przedziwny obraz polityka wiecznie spiętego, z niemal nieukrywaną pogardą na twarzy dla otoczenia.
Tusk wie, że jego los w bardzo małym stopniu zależy od wyborców. W większym od politycznych sponsorów. Jak każdy polityk chciałby być lubiany i mimo tego że ma grono zwolenników, pewnie zapisze się w historii jako jedna z najbardziej znienawidzonych postaci polskiej polityki. Jego następcy będą musieli budować swój wizerunek, odcinając się od niego. Powodów tego jest wiele, a najważniejszy taki, że metody działania Tuska są powtarzane, a przez to ich skuteczność będzie słabła.
Zatem łatwo będzie można zbić kapitał w jego obozie, pokazując, że Tusk to wyłącznie błędy i wypaczenia. Ten proces jest nieunikniony, zatrzymać się go nie da. Można co najwyżej go spowalniać, ale coraz większym kosztem. To się dzieje. Tusk rozpętuje kolejne wojny, by pokazać, że panuje nad sytuacją,a tak naprawdę zwiększa potencjalny kryzys.
Pewnie wielu z Państwa interesuje, kiedy nastąpi owa katastrofa? Raczej szybko. Problem w tym, że pierwsze jej objawy są mało czytelne. Potem już leci. Mam wrażenie, że takim symptomem jest „kryzys przysięgowy”. Totalne ośmieszenie państwa i uczestników tej hucpy. Chyba zaraz naprawdę poleci…
Tomasz Sakiewicz " Gazeta polska" nr. 16; data: 15.04.2026.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)