Jaki obraz biskupa jawi się dzisiaj po kolejnych oświadczeniach, w których zaprzecza poprzednim?
Zapewne jako człowieka chwiejnego, który ulega słabościom, szczególnie słabości do kariery, boi się krzyku oficera SB i dlatego podpisuje haniebne dokumenty. W Gazecie Wyborczej sugeruje, że pójście do seminarium było formą pewnego awansu społecznego. Potem, żeby piąć się wyżej podejmuje jakieś kontakty z SB. Ten rys człowieka jest spójny i nierzadki. A chorobą na którą cierpi taka osobowość nazwałbym od dziś grzechem wielgusowym.
Problem jednak w tym, że nie wierzę w ten nowy wizerunek biskupa. Żeby mu uwierzyć w cokolwiek musiałbym choć raz usłyszeć prawdę, a nawet w oświadczeniu wydanym po objęciu urzędu arcybiskup w wielu miejscach delikatnie mówiąc mataczy.
Żeby zrozumieć z kim mamy do czynienia należy uważnie przeczytać ujawnione przez IPN i Gazetę Polską dokumenty. Ksiądz Stanisław Wielgus przez 22 lata współpracował z SB. Otrzymał staranne preszkolenie w zakresie pracy agenta wywiadu. Do tego przeszkolenia należało konspirowanie swoich kontaktów ze służbami. Jedną z podstawowych zasad agenta było ukrywanie swojej współpracy nawet w wypadku dekonspiracji. Po prostu miał zaprzeczać wszystkiemu. Kiedy dowody wychodziły na jaw trzeba było je bagatelizować i podważać ich wiarygodność.Odstąpić od tego można było tylko wtedy, gdyby upieranie się przy kłamstwach przeszkadzało realizacji celu. Arcybiskup zachowuje się dokładnie tak jak na przeszkoleniu. W sytuacji absolutnego zagrożenia wypełnia przekazane na szkoleniach instrukcje. A cel jest coraz bliższy...
Od początku uważałem, że mamy do czynienia z bezwględnym cynikiem. Natomiast grzech wielgusowy chętniej przypisałbym raczej jego obońcom. Wielu jego obrońców jeszcze nawet w tej chwili wygłaszający tyrady o ataku na Kościół, jak choćby ojciec Tadeusz Rydzyk dokładnie znają fakty. Dlaczego więc bronią tak niegodnej sprawy, która musi odbierać im wiarygodność? W przypadku ojca Rydzyka rzecz jest dla mnie oczywista. Arcybiskup znajduje się wraz z innymi swoimi zażartymi obrońcami w zespole troski o Radio Maryja. Ojciec Rydzyk miał więc do wyboru oczywistą prawdę albo losy swojej kariery. Poszedł drogą wielgusową. Tak czynili też duchowni, którzy w diecezji płockiej usiłowali jeżdżąc od parafii do parafii szkalować autorów Gazety Polskiej. Będą pojawiali się inni zażarci obrońcy arcybiskupa. Losy ich karier w jego rękach i jemu podobych. Kościół w Polsce będzie musiał sobie odpowiedzieć na ile został dotknięty grzechem wielgusowym.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)