Nie zaskoczył mnie wynik debaty Kaczyński-Kwaśniewski. Lider postkomunistów po raz pierwszy od dwunastu lat musiał stanąć do prawdziwej walki i pokazać co potrafi. Kaczyński cały swój sukces zawdzięcza walce i to dużo bardziej nierównej niż ta, która odbyła się ostatnio. Każdy zasłużył na swój wynik: Kwaśniewski, okazał się mało błyskotliwym politykiem powtarzającym wyuczone slogany. Kaczyński krótkimi ironicznymi wypowiedziami zadawał coraz mocniejsze ciosy. Dokładnie tego się spodziewałem. Pewnie w tych oczekiwaniach należałem do mniejszości. Dla wielu komentatorów ale pewnie i zwykłych śmiertelników objawił się nowy Kwaśniewski i nowy Kaczyński. Nowość w rzeczywistości polegała na tym, że tym razem bardzo ograniczono możliwości manipulacji telewizji. Żadnych cieć, równo dobrana publiczność, a prowadzący dziennikarze musieli choć próbować zachować pozory bezstronności. Efekt zaskakujący każdego kto zna obydwu polityków jedynie z głównych publikatorów. Medialna „bestia” okazała się swojskim sympatycznym chłopcem, a „piękna” wyliniałym taboretem.
Oczywiście wysiłek gazetowyborczych mediów pójdzie teraz w kierunku przekonywania, że porażka Kwaśniewskiego była jego życiowym sukcesem. Nie będzie to trudne, bo Kwaśniewski mimo coraz bardziej kompromitujących wpadek za granicą przez kilkanaście lat budował sobie wizerunek nie poddawanego krytyce półboga. Jednak wszystkiego co widzieliśmy już odwrócić się nie da. Czar prysł, a wysiłek czołowych propagandystów III RP w znacznej mierze został zmarnowany. Ta debata trochę powiedziała nam o głównych liderach zwalczających się obozów. Zdecydowanie więcej mogliśmy się dzięki niej dowiedzieć o skutkach prania mózgu, które przez 18 lat urządzali słynący z obiektywności dziennikarze i absolutnie niezależne media.
(komentarz do najbliższego numeru Gazety Polskiej)
Komentarze
Pokaż komentarze (69)